MagDee’s World


a juz mysleliscie, ze nie bedzie wpisow? HAHA!

alez sie pozmienialo, moi panstwo.

w ostatnich miesiacach moj zwiazek z Mruem przypominal granie w “cieplo-zimno” z eskimosem. ja naprowadzalam na “cieplo” a on z uporem godnym lepszej sprawy przez wiatry i zamiecie podazal w strone “zimno”. i tak sie rozchodzilismy powolutku, nieswiadomie, na paluszkach. ja pracowalam po raz kolejny duzo wiecej niz powinnam, zasypiajac na fotelu, w samochodzie, gdzie badz. Mru, wedlug mnie nie robil wystarczajaco duzo, zeby mnie odciazyc. owszem, zajmowal sie domem i szukal pracy, ale jak dla mnie bylo to smutne minimum tego, czego oczekiwalabym od swojego partnera. z mojej przeszlosci pamietam, jak moi rodzice dawali z siebie wszystko i jeszcze wiecej, zeby do czegos dojsc, zeby gdzies wyjechac, cos kupic, zebym ja miala czym zaplacic za kolejne lekcje tenisa, tanca, etc. a tu naraz mam przestac wypruwac sobie zyly i slizgac sie po  dnie mozliwosci? o nie. za silny mam w glowie obraz faceta, ktory bez marudzenia i z usmiechem na ustach zongluje etatami, jesli trzeba – sprzata kible i pracuje na budowie, zeby wyjsc na prosta. tak jak ja bym. nadal nie mialabym zadnych oporow (poza fizycznymi), zeby sprzatac ludziom domy, czyscic kible czy robic kanapki. bo to jest to, co sie robi, zeby stworzyc swojej rodzinie to, co najlepszego mozna stworzyc.

rodzinie. no wlasnie, pozostala kwestia kto ta rodzina ma byc. ze trzeba pewne sprawy powyjasniac i zdeklarowac, poniewaz tu, gdzie jestesmy, nie jest “spot of joy” i trzeba sie z niego ruszyc. i mozna wybrac, z kim pod reke i w ktora strone.

zaproponowalam sprawdzenie, czy nas nie ma w innych, osobnych pokojach. czy nie bedzie nam lepiej bez tego wzajemnego hamowania sie, bez planowania bez pokrycia, bez zycia obok siebie a nie ze soba.

i co?

i juz nie mam chlopaka.

teraz mam narzeczonego :)

w ciagu kilku tygodni, jesli nie dni, Mru zamienil sie z chlopca w mezczyzne, ktory niebezpiecznie szybko dazy do idealu i ja probuje za nim nadazyc. stal sie dokladnie tym, kim sobie wyobrazalam, ze jest, kiedy ponad 4 lata temu tracal rozjechane truchlo golebia glanem, zeby sie ulozylo jak godlo Polski, hehe :), kiedy ciemne ulice sie go baly i byl duzy i silny. a ja moglam sobie byc malutka, nieporadna i slaba, dla odmiany.

no i tak teraz sobie mam.

i mam w dodatku najpiekniejszy (prawie) pierscionek swiata. dlaczego prawie? humpf. no wiec tak. gdyby Mru byl exhibicjonistycznym zwierzeciem, to by wam napisal, jak to byly problemy z zamowieniem/wysylka pierscionka. ale nie napisze, wiec ja tylko dodam, ze ponoc byly. no i jak juz przyszedl i sie mu przyjrzalam, to nie byl do konca taki, jakiego go sobie obslinilam wirtualnie 2 lata temu (tak. tyle w nowoczesnym swiecie czeka na oswiadczyny kobieta, ktora zapewnila swojemu mezczyznie poczucie bezpieczenstwa :) (a w glowie leci “if you like it then you shouldda put a ring on it woo hoo hoo”)). drobne roznice we wzorku i wykonaniu, ale jednak. napisalam o tym oczywiscie jak rasowa bridezilla panom ze stronki a ci zachowali sie jak prawdziwi gentlemani. nie dosc, ze przeprosili szeroko i szczerze, to jeszcze zaproponowali, ze mi zrobia od podstaw na specjalne zamowienie dokladnie taki pierscionek jak ten na stronie (bo ponoc producent zmienil nieznacznie design bez poinformowania ich i bez przeslania nowych fotek wyrobu). i dodatkowo przyznali, ze tamten poprzedni tez im sie bardziej podobal.

wiec Mru bedzie mial okazje oswiadczyc mi sie jeszcze raz, z drugim pierscionkiem w lapie. teraz juz z pewnoscia, ze go przyjme.

skonczyl mi sie pare dni temu kontrakt z Microsoftem. nie przedluzalam. nie mam sily. utylam. musze miec te pare godzin wolnego, zeby isc na silownie, pomyslec nad nowymi ofertami i rozszerzaniem zakresu uslug w moim Voice Studio i juz wspolnym z Mruem Wedding Centre. dzisiaj natomiast siedze caly dzien w domu, nie zamierzam sie nawet ubierac.

wiecej bedzie, jak mi sie przyponi. nadal najlepszym sposobem, zeby byc ze mna na biezaco dla polskojezycznych jest www.blip.pl a dla anglojezycznych – facebook.

z powazaniem – Mrurzeczona.

14.10.2009 by MagDee

Protected: Prawda jest taka, ze nie ma czym sie chwalic.

This post is password protected. To view it please enter your password below:


22.07.2009 by MagDee

Sztuka miecha!

zrobilam sztuke. Urodzila sie podczas opowiesci Mrua o dniu pracy, ale zaplodnienie nastapilo w czasie jazdy samochodem, jak zobaczylam zabawnie oswietlony kosz na smieci.

Bruscar

02.05.2009 by MagDee

Wielkanoc

w tym roku zupelnie, mimo czasu i wstepnego planu, nie chcialo mi sie sprzatac, ani odswietowywac. jedyne, co zrobilismy to nabylismy komplet (HAHAHAHAH chuja tam komplet, ale o tym to mam wnukom opowiadac, a nie czytaczom, dosc rzec, ze krzeselka sa biale a stol jest granatowy) ogrodowy z krzeselek co to im sie oparcia rozklapuja do tylu na zyczenie i stolika, co to przy nim mozna jesc. mysle, ze im dalej w cieple lato tym czesciej bede pracowac z ogrodu via laptop, a nie z domu. moze wreszcie znowu sie opale, pierwszy raz chyba od wybycia z ojczyzny.

za to poniewaz dostalam sliczny multitool do borowania wygladzania i takich tam malych robotek, do uzycia przy modelinie, gipsie i  w czym tam mi sie zechce babrac, to zrobilam te no. pisanki. Mruowi sie podobaja, a jak tak obserwowal czujnie moja nowiutka bormaszyne, to mysle, ze sie cieszy, ze jajka borowane byly kurze, a nie Mruowe :)

Muminek negatywny

Solange pozytywna

Garfield pozytywny

Garfield negatywny

a poniewaz czasy nie sa przyjazne kobietom, ktore leza i przyjemnie pachna li i jedynie, to rozszerzylam swoj serwis uczenia, bede probowac trenowac wokale przez Skype tez, wiec jesli ktos z innych zakatkow swiata chcialby popracowac nad wokalem to zapraszam na http://voicestudio.info

12.04.2009 by MagDee

stwierdzam iz

jestem stara, gruba, brzydka, nudna i leniwa i mam na to nowe dowody!

znowu nie poszlam z chorem na drinczki i piweczka do knajpy po odspiewaniu palmowej mszy. znalazlam sobie tysiac wymowek, wymienilam dwie i wsiadlam w samochod.

niby marudze, ze potrzebuje znajomych, pogadac, najlepiej z jakimis babami, nad butelka wina na bujaczce w ogrodku, albo w knajpie przy piwku, a jak juz mi sie na tacy poda mozliwosc taka to szybko sobie przypominam, ze mieszkam na koncu swiata, ze Mru na pewno placze w samotnosci a koty z tesknoty szczaja na moje ciuchy. moze w duchu sie obawiam, ze to nie bedzie to. ze to nie te baby i nie to wino, sama kurna nie wiem.

jedna z niedogodnosci mieszkania za granicami kraju jest to, ze nie mam tu kumpli z przeszlosci. w sensie takich, co to sie z nimi jeszcze do liceum chodzilo, co to ocierali me lzy i trzymali wlosy jak rzygalam po wypiciu przerazajacej ilosci alkoholu. z “nowymi” ludzmi to jest tak, ze jakkolwiek bardzo przyjemnie czas sie spedza, to rozmowy nigdy nie beda tak glebokie/tworcze/abstrakcyjne/zabawne jak z takimi, ktorymi sie jeszcze kozy pasalo za mlodu.

ja wiem, ze byc moze za kilka/kilkanascie lat ci nowi znajomi maja szanse znac mnie w podobnym stopniu, jak tamci z przeszlosci. ale jakos wole, kiedy ludzie znaja mnie jako Boska, ktora IRCowym amebom kwieciscie i z wyraznym smacznym mlasnieciem odgryzala glowy, grala muzyke w knajpach i sprzedawala worki sarkazmu zza baru w ukochanym pubie. chce moc znac swoich przyjaciol/kumpli/znajomych z czasow, gdy sie siadywalo w kuchniach przy okrytych zielono-biala, powypalana papierosami cerata stolikach, popijalo cokolwiek bylo do popijania, palilo mnostwo papierosow i utwierdzalo sie nawzajem w swojej niepowtarzalnosci, genialnosci. od czasu do czasu smyralo sie za uszkiem czyjes ego, bo czemu nie. scieralo sie swoje swiatopoglady i opinie w goracych dyskusjach. zapladnialo sie nawzajem z pasja ksiazkami, filmami, muzyka.
im starsza jestem, tym ostrozniejsza w rozmowach z ludzmi nowopoznanymi. tym rzadziej niepytana wyrazam swoje opinie, tym mniej pasjonacko dyskutuje na interesujace mnie tematy, tym czesciej wzruszam ramionami i przechodze plynnie do rozmowy o pogodzie.

chcialabym, zeby mi sie bardziej chcialo macac, poznawac, zaciesniac wiezy. doprowadzic do tego, ze jak mam taka potworna ochote jak ostatnio, zeby wziac kilka butelek wina i paczek fajek i pojechac do kogos, spedzic z nim/nia/nimi cala noc i rano na kacu wracac do siebie z glowa pelna nowych mysli. chcialabym miec gwarancje, ze jesli juz w kogos zainwestuje taka uwage i zmusze sie do chcenia to efekt bedzie zadowalajacy, ze nie okaze sie, ze w naszym wieku to naprawde opowiada sie sobie tylko o podatkach, pracy i pogodzie.

Irlandia jest taka wlasnie. bardzo mila, ale tez przez to plytka. ludzie nawzajem mowia sobie mile rzeczy, zachecaja do wszystkiego, co czlowiek ma w planach (“mysle o tym, zeby otworzyc biznes, sprzedawac zestawy erotycznej bielizny dla niemowlat. – ooo super, fantastyczny pomysl, cos zupelnie nowego. mam nadzieje, ze ci sie uda!”). co najgorsze, oni naprawde w wiekszosci tak uwazaja, wiec nawet nie mozna zwalic na sarkazm ani zla wole. przez to, ze wszystko jest za lekko rozowa mgielka to czlowiek ma polowe emocji, do ktorych jest przyzwyczajony. jak tak teraz na to patrze, to sama nie wiem, czy lepiej tak sobie bezpiecznie i za mgla, czy intensywnie i ze spora doza cierpienia, po polsku. mysle, ze urodzone i wychowane tu polskie dzieci beda mialy juz latwiej, mnie jest roznie.

wydaje mi sie, ze powinnam przy najblizszej okazji taniobiletowej wybrac sie do Polski, do Aliny, do Gotyku, do wysokiego poziomu abstrakcji i do mnie samej sprzed okresu bycia mialka nudziara.

tak, ponadto mam pmsa.

06.04.2009 by MagDee