Dla tych, ktorzy chca sledzic moja diete, gdzie uczciwie zapisuje ile waze raniutko i co zjadam potem przez caly dzien, se idzcie o TU
Archive for October, 2009
Happy Halloween
z okazji ze mieszkamy na koncu swiata, a wszystkie znane mi imprezy odbywaja sie na drugim koncu swiata, to siedzimy sobie dzisiaj w domu. z tej okazji mamy w planach tradycyjnie Halloweenowo – The Crow film, oraz Hangover. tez film. albowiem nie pijemy nic wyskokowego.
a dzisiaj bylismy na spacerze w pieknym miejscu zaraziutek przy kominach Dublinskich i w drodze do latarni morskiej, ale niestety w polowie drogi zaczelo kropic, a jak wrocilismy do samochodu to lunelo tak, ze wycieraczki Nubci nie mogly nadazyc. dobrze, ze ta krowa sie szybko nagrzewa i przedmuchuje bo bysmy sie poprzeziebiali jak nic. Mru ma pewnie z tej okazji kilka ladnych zdjec (ja zapomnialam aparatu, wyszlismy z wprawy w pakowaniu sie na advenczury) oraz filmik z drogi do i padania, a ja mam tylko evil pumpkin, ktora sama temi recami wydlubalam (a potem oddalam Mruowi zeby PORZADNIE wydlubal flaki) i wycielam. i nawet oczko sie nie polamalo. a potem, jak juz Dyniora obfocilam, to go Mru wzial i pocial! podlec! se zrobi obrzydliwa dynie w occie jakas z Dyniora. ale mam obiecane ze w przyszlym roku wyflaczy mi wiecej pumpkinow i bede mogla zrobic cala rodzine Dyniorow!!!
nowy tablet
wczoraj przyszedl nowiutki tablet wielki jak taca na jedzenie. po to, zebym mogla rysowac, designowac i wspomagac nasze dwie firemki swoim “talentem” mazajczym. no to tu sa proby o:
a juz mysleliscie, ze nie bedzie wpisow? HAHA!
alez sie pozmienialo, moi panstwo.
w ostatnich miesiacach moj zwiazek z Mruem przypominal granie w “cieplo-zimno” z eskimosem. ja naprowadzalam na “cieplo” a on z uporem godnym lepszej sprawy przez wiatry i zamiecie podazal w strone “zimno”. i tak sie rozchodzilismy powolutku, nieswiadomie, na paluszkach. ja pracowalam po raz kolejny duzo wiecej niz powinnam, zasypiajac na fotelu, w samochodzie, gdzie badz. Mru, wedlug mnie nie robil wystarczajaco duzo, zeby mnie odciazyc. owszem, zajmowal sie domem i szukal pracy, ale jak dla mnie bylo to smutne minimum tego, czego oczekiwalabym od swojego partnera. z mojej przeszlosci pamietam, jak moi rodzice dawali z siebie wszystko i jeszcze wiecej, zeby do czegos dojsc, zeby gdzies wyjechac, cos kupic, zebym ja miala czym zaplacic za kolejne lekcje tenisa, tanca, etc. a tu naraz mam przestac wypruwac sobie zyly i slizgac sie po dnie mozliwosci? o nie. za silny mam w glowie obraz faceta, ktory bez marudzenia i z usmiechem na ustach zongluje etatami, jesli trzeba – sprzata kible i pracuje na budowie, zeby wyjsc na prosta. tak jak ja bym. nadal nie mialabym zadnych oporow (poza fizycznymi), zeby sprzatac ludziom domy, czyscic kible czy robic kanapki. bo to jest to, co sie robi, zeby stworzyc swojej rodzinie to, co najlepszego mozna stworzyc.
rodzinie. no wlasnie, pozostala kwestia kto ta rodzina ma byc. ze trzeba pewne sprawy powyjasniac i zdeklarowac, poniewaz tu, gdzie jestesmy, nie jest “spot of joy” i trzeba sie z niego ruszyc. i mozna wybrac, z kim pod reke i w ktora strone.
zaproponowalam sprawdzenie, czy nas nie ma w innych, osobnych pokojach. czy nie bedzie nam lepiej bez tego wzajemnego hamowania sie, bez planowania bez pokrycia, bez zycia obok siebie a nie ze soba.
i co?
i juz nie mam chlopaka.
teraz mam narzeczonego :)
w ciagu kilku tygodni, jesli nie dni, Mru zamienil sie z chlopca w mezczyzne, ktory niebezpiecznie szybko dazy do idealu i ja probuje za nim nadazyc. stal sie dokladnie tym, kim sobie wyobrazalam, ze jest, kiedy ponad 4 lata temu tracal rozjechane truchlo golebia glanem, zeby sie ulozylo jak godlo Polski, hehe :), kiedy ciemne ulice sie go baly i byl duzy i silny. a ja moglam sobie byc malutka, nieporadna i slaba, dla odmiany.
no i tak teraz sobie mam.
i mam w dodatku najpiekniejszy (prawie) pierscionek swiata. dlaczego prawie? humpf. no wiec tak. gdyby Mru byl exhibicjonistycznym zwierzeciem, to by wam napisal, jak to byly problemy z zamowieniem/wysylka pierscionka. ale nie napisze, wiec ja tylko dodam, ze ponoc byly. no i jak juz przyszedl i sie mu przyjrzalam, to nie byl do konca taki, jakiego go sobie obslinilam wirtualnie 2 lata temu (tak. tyle w nowoczesnym swiecie czeka na oswiadczyny kobieta, ktora zapewnila swojemu mezczyznie poczucie bezpieczenstwa :) (a w glowie leci “if you like it then you shouldda put a ring on it woo hoo hoo”)). drobne roznice we wzorku i wykonaniu, ale jednak. napisalam o tym oczywiscie jak rasowa bridezilla panom ze stronki a ci zachowali sie jak prawdziwi gentlemani. nie dosc, ze przeprosili szeroko i szczerze, to jeszcze zaproponowali, ze mi zrobia od podstaw na specjalne zamowienie dokladnie taki pierscionek jak ten na stronie (bo ponoc producent zmienil nieznacznie design bez poinformowania ich i bez przeslania nowych fotek wyrobu). i dodatkowo przyznali, ze tamten poprzedni tez im sie bardziej podobal.
wiec Mru bedzie mial okazje oswiadczyc mi sie jeszcze raz, z drugim pierscionkiem w lapie. teraz juz z pewnoscia, ze go przyjme.
skonczyl mi sie pare dni temu kontrakt z Microsoftem. nie przedluzalam. nie mam sily. utylam. musze miec te pare godzin wolnego, zeby isc na silownie, pomyslec nad nowymi ofertami i rozszerzaniem zakresu uslug w moim Voice Studio i juz wspolnym z Mruem Wedding Centre. dzisiaj natomiast siedze caly dzien w domu, nie zamierzam sie nawet ubierac.
wiecej bedzie, jak mi sie przyponi. nadal najlepszym sposobem, zeby byc ze mna na biezaco dla polskojezycznych jest www.blip.pl a dla anglojezycznych – facebook.
z powazaniem – Mrurzeczona.

