MagDee’s World


Archive for September, 2008

brukowiec dobra rada

nazywam sie MagDee i jestem uzalezniona od plotkarskich portali.

moj szanowny Tata na ten przyklad miewa w zyciu rozne metody na odmozdzanie i przychodza one fazami. najcieplej pamietam faze gry w Alien vs Predator czyli zabijanie potworow. bywa tez kurnik, tv i inne. u mnie natomiast jest to czytanie portali: srudelka, sransika, sraprysow, sruli.

jestem w stanie nawet przymruzyc oko na potworne ilosci reklamek, blogoreklamek dookola artykulow. no z czegos musza oplacac tym zanonimowionym “srennikarzom”, ktorzy sie tam wyrzyguja.

ciekawa natomiast jestem, czy oni maja jakis szablon do pisania z. albo slowo tygodnia, ktore trzeba zawrzec w artykule, bo spece od markietingu kazali, nawet jesli to slowo jest “ogorkowa” a mowa jest o Catherine Zeta Jones. na to wyglada, bo te artykuly sa czasem randomowe jak poezja dadaistyczna.

powtarzaja sie tam dwa wyrazne kanony. albo  jest to srennikarz dobra rada, albo srennikarz refleksyjny marceli szpak dziwi sie swiatu.

srennikarz dobra rada wyglada tak: Xinska powinna wiedziec, gdzie nalezy parkowac samochod. Ymarski powinien byl przewidziec, do czego doprowadzi romans z Umska, Zduch nie powinna w czasie ciazy chodzic na obcasach i spiewac. czasem nawet zwracaja sie bezposrednio do srelebrytow: Wywuwski, eh Wywuwski, powinienes byl spisac intercyze.

u dobrej rady nie moge sie oprzec wrazeniu, ze gdyby Xinska nie miala auta, to by bylo ze skapiradlo, Ymarski bez romansu z Umska zostalby opisany jako potencjalny gej, Zduch oddajac sie ciazy a nie showbiznesowi ciuckalaby sie ze soba, a Wywulski spisujacy intercyze bylby niezdolny do prawdziwej milosci i zaufania.

srennikarz marceli szpak natomiast dziwi sie i jest ciekaw wszystkiego: ciekawe, czy Fyfalska wie, jaki wplyw na jej zdrowie maja liczne operacje plastyczne, ciekawe, czy Srusting i Sritney do sieie wroca, ciekawe ile naprawde ma Cipalski pieniedzy…

przeraza mnie to, ze to dziala. stada losiow klepia te komentarze, klocac sie ze soba nawzajem badz srennikarzem czy Mumblinska jest hot czy not. pienia sie na styl, prawdomownosc i poziom czepialstwa autora artykulu, ktory juz dawno zapomnial, o czym pisal, bo wlasnie siedzi nad konkurencyjnymi portalami, zeby cos z nich sciagnac i przeredagowac. przeraza mnie, ze komentuja jak pojebani, odswiezajac te durna stronke w te i wewte, robiac statystyki. przeraza mnie, ze cos tak przerazajacego bierze i dziala :)

czare goryczy przelal portal sransik, w ktorym nie dosc, ze nasrane reklamami wszedzie (nie ma RSSa, a jakze, tylko sregoisci maja RSSa) to jeszcze wystawia sztuczny artykulik, ktory jest reklama. na pierwszym miejscu na stronce. nozez kurwa mac naprawde no.

blagam. stworzcie ktos mily plotkarski kacik, do ktorego bede mogla sobie zajrzec w pracy na przerwie na kawe i zatrudnijcie tam dziennikarzy i do kurwy nedzy zdejmijcie im te slowa tygodnia do uzycia z korpoprzegrodek. obiecuje nawet klikac w reklamy i komentowac jak szalona!


ja naprawde nie mam czasu

porobilo sie otoz tak, ze zajec mam 1.5x wiecej niz ostatnio kiedy jojczylam, ze sie juz wiecej nie da, oraz moja droga do pracy wydluzyla sie z 8 minut do 120 minut czasami. nic to, mowie sobie, ze to okres przejsciowy. moj kontrakt z obecna dzienna praca skonczy sie pod koniec pazdziernika i na pewno na tych samych warunkach go nie odnowie. bo jesli odnowie to po prostu fizycznie nie bede miala czasu, zeby rozkrecic wlasny interes. a chce. i zaczyna to bardzo, bardzo powolutku przybierac jakas forme.

zrobilam nawet stronke sobie firmowa, ciagle w fazie budowy, ale oczywiscie konstruktywne komentarze mile widziane o tu jest stronka . najbardziej sie chyba boje czesci slubnej, bo tego jeszcze sama nie robilam. wiem, ze z palcem w dupie potrafie to zrobic i to zrobic dobrze, ale odpowiedzialnosc za to, zeby zaczac spiewac w odpowiednich momentach, jednoczesnie obserwowac, czy nie trzeba przerwac, czy nie za glosno, czy dzwiek jest w porzadku… to bedzie nowosc. za to kupilam sobie zestaw malego karaokarza wiec technicznie jestem gotowa. teraz tylko czekam na zgloszenia!

w nowym domu jestem nadal zakochana bez pamieci. marze sobie po cichutku, bo to i tak niewykonalne, zebysmy sie szybko dorobili porzadnej kasy i sobie ten domek po prostu kupili. nie chce sie z niego nigdy w zyciu wyprowadzic!

koty ostatnio zyja zgodnie z zasada – kto pozno przychodzi sam sobie szkodzi. kiedy przyjezdzam juz wieczorem po pracach, probach, lekcjach i takdalejach to koty mnie pokazowo ignoruja, siedza radosnie u Mrua na tapczanie, uwalaja sie na dywaniku w przedpokoju, ale do mnie to zajrza na zasadzie “hm. a to ty tak smierdzisz nieznajomo. idz precz, fotel zwolnij, wracaj sobie tam gdzie nas nie ma, skoro tam tak dlugo siedzisz znaczy tam ci lepiej”.

przerabiam tez wlasnie historie z koza, tylko odwrotnie. dopiero teraz widze, jacy mysmy byli bogaci… teoretycznie naprawde powinnam szukac kolejnej stalej biurowej pracy i po porstu zapindalac na dwa etaty jak zwykle, ale to mnie nigdzie nie poprowadzi, poza stalym dochodem. nie mamy dzieci, dlugow mamy tyle co zwykle, nie mamy zadnych megadalekosieznych planow wymagajacych oszczedzania na, wiec to jest ten moment albo zaden, zebym sprobowala byc swoim wlasnym szefem. jesli nie wyjdzie, coz, bede przemeczona biurwa do konca kariery swojej. Wam sie by to podobalo, bo bylabym skwaszona i cyniczna do potegi. nie wiem natomiast jak by to wytrzymal Mru.

mielismy “demo” tego jak mogloby byc. przez miesiac pracowalam nad stronka, wizytowkami, dawalam lekcje, rozmawialam z przyszlymi studentami, mialam czas zrobic makijaz, wziac prysznic w srodku dnia, pranie bylo poprane, dom byl ogarniety, ja bylam usmiechnieta, koty byly wymiziane, Mru tez.

lubilam ten uklad.

najwyrazniej jestem kobieta ekstremalna. albo rzucam sie we wszystko i z rozwianym wlosem i mantra “niemamczasuniemamczasu” uganiam sie po wszystkich sroczych ogonach albo jestem szczytem spokoju i lenistwa z blogim nierobstwem wypisanym na twarzy.

z jednej strony wiem, ze teraz pracuje na moja przyszlosc, ze jesli jako ten konik polny bede biegac po polach i radosnie podspiewywac, to przyjdzie zima i bede sobie pluc w brode, z drugiej strony doswiadczenie moich rodzicow i ich pokolenia mi mowi, ze dalekosiezne plany lubia brac w leb i ze naprawde czasem pozostaja nam tylko wspomnienia. i ja bym chciala, zeby te wspomnienia mi zostaly przyjemne.

skonczylam 29 lat kilka dni temu. ostatnie 2x. wreszcie czuje, ze moje cialo i moj wiek zblizaja sie do reszty mnie. juz nie czuje sie powazna/cyniczna/szydercza/ostrozna ponad wiek, tylko wlasnie dokladnie tak powazna/cyniczna/szydercza/ostrozna jak przystalo w tym wieku. to fajne uczucie, bo od 10 lat czekam na ta fuzje mojej rzeczywistosci a rzeczywistosci ogolnej :)

ja tak moge dlugo i jeszcze nudniej, zapewniam. ale zostawie to na kolejny wpis. nigdy nie wiadomo na ile jeszcze mi wystarczy cugu do pisania tego bloga!