koty to bardzo inteligentne stworzenia. hue hue hue. HUE!
no dobra. jeden z naszych kotow jest. tak przypuszczam. drugi nie jest. to wiem na pewno.
wczoraj mial byc mily dzien. wreszcie bezposrednio po pracy prosto do domku, mialam odebrac Mrua ze stacji albo i nie, jechac cos zjesc albo i nie, potem kontynuowac odgruzowywanie domku, albo i nie. poniewaz korkow po drodze nie bylo, to bylam w poblizu domu na tyle wczesnie, ze oplacalo mi sie wstapic do domku i poglaskac koty. przyszlam, Kotylda wyleciala i wystawila sie na mnie nastroszonym lukiem triumfalnym. se mysle, ze kotu sie chce bawic, no ok. wzielam cos zwisajacego z patyka i turlam kotem po podlodze. potem poszlam sie walnac na chwile na kanape, Kotylda na mnie, mrukocze i mrukocze. w koncu zlazla i zaczela sie krecic jak smrod po gaciach. wolam Haniutke, bo to do niej niepodobne, zeby pozwolic siostrze zagarnac cala moja uwage w rytuale powitania. i wolam, wolam i wolam. lypie z niepokojem na pralke, ktora wlasnie plucze moje pranie (mam mala paranoje, ze kiedys wypiore kota. dlatego przed kazdym wstawieniem pralki koty sa odliczane. nie tym razem, bo tym razem pralke ustawilam z opoznieniem, zeby sie pralo jak bede w pracy). w koncu slysze slabiutkie “miiiiu”. serce podskoczylo mi tak wysoko ze prawie je sobie przygryzlam. ale przelknelam dzielnie i dalej otwierac wszystkie szafy, szafki i szufladki. kota ani widu. slychu czasami go bylo, dzieki czemu wylapalam, ze jest gdzies w kuchni… kuchni na wymiar… z wbudowanym wszystkim. wlazlam na drabine i tak. w miejscu, gdzie sa trzy bloki wysokie, w jednym lodowka wbudowana, w drugim szafki, w trzecim mikrofalowka, piekarnik i tez szafki, od gory sa przy scianie trzy dziury akurat na kota. okreslenie w ktora z tych dziur kot wpadl okazalo sie niemozliwe. wiec rozebralam lodowke wbudowana wlacznie z zawiasami, drzwiami i tak dalej, powodujac wylecenie drzwi razem z butelkami ketchupu i sosow, ktore zlaly sie uroczo w jedna szklano-pomidorowa plame na nowiutkiej podlodze, potem przyszedl Mru i rozebral kilka innych kawalkow segmentu i pod tym wszystkim, miedzy podloga a faktycznymi segmentami siedzial sobie kotek. kotek wyjszl, napil sie wody i zapomnial o calym zdarzeniu, skutki ktorego niwelowalismy jeszcze przez kilka godzin, ktore mialy byc poswiecone na cos zupelnie innego. kotek do konca dnia byl bardzo mily i przytulny, po czym dzisiaj rano obudzil mnie zeskakujac mi z szafy na niczego niespodziewajaca sie tylna czesc uda. w tym momencie postanowilam NIE odliczac ciemniejszego kota przed nastepnym praniem.
z ciekawostek – obudzenie sie w cieplym pokoju i spuszczenie stopek na podgrzewana podloge usprawiedliwia w pelni nasza przeprowadzke, wzrost kosztow i cosetamchcecie.
szykuje sie na pierwszy weekend w nowym miejscu, planuje spacerek w celu obadania Bray Summer Festival i mini lunaparku z kolem mlynskim. poza tym dzisiaj ma spasc na nasz dom zloty deszcz bitow z internetu, wiec trzeba przygotowac pokoj oraz wyprac fotel po ostatnim obsikaniu go przez kota. znaczy fotel wyladuje w ogrodzie, gdzie uporczywie i obficie bede go topic i gdzie zapewne zafarbuje kamienie ogrodowe na rozowo.