mamo! tato! zostalam konduktorka! TU KLIKNIJ
teraz patrze na scene z drugiej strony tez czasami. ciekawe przezycie :) [
mamo! tato! zostalam konduktorka! TU KLIKNIJ
teraz patrze na scene z drugiej strony tez czasami. ciekawe przezycie :) [
jestem dorosla, ze az strach. wykupilam sobie pierwsze w zyciu dorosle wczasy. co prawda nie w biurze podrozy perse, w sensie nie siedzialam omamiana wizjami fal i zapachu oceanu przez w pocie czola zonglujaca katalogami pracownice biura. zrobilam to jak rasowa ja, czyli przez siec. w kazdym razie zamowilam, przyklepalam, przebilam limit karty kredytowej zapewne dwukrotnie, donajelam samochod, bo przeciez nie bede piechota chodzic. teraz grzecznie przestane odwiedzac stronki z last minutami, zeby sie nie wkurwic, ze ktos zamowi te same wczasy za polowe ceny :) w kazdym razie z pierwszej oferty zrezygnowalam na korzysc innej, o 2 gwiazdki lepszej i 50 euro drozszej, wiec sie czuje jak gwiazda filmowa prawie ze.
no wiec bedziemy sie wczasowac. sie nam nalezy jak kundlom micha, poza wyjazdami do krewnych i znajomych krolika w polsce to zadno z nas specjalnie na wakacjach nie bylo od lat. to prawie ze nigdy.
to teraz tylko niezbedne zakupy – klapeczki w oczojebnych kolorach, koszula hawajska, slomkowy kapelutek dla mnie i obcisla przezroczysta sukienka o 4 rozmiary za mala – i juz mozna straszyc tambylcow.
w kazdym razie – Portugalio, przybywamy. sie boj.
dzisiaj dla odmiany sobie ponarzekamy.
od jakiegos pol roku nie moge zniesc naszego rurzowego domku, do ktorego sie z taka luboscia przeprowadzalam. zaczely mnie doprowadzac do wscieklosci rozne pierdoly, jak to, ze kuchenne blaty sa wykafelkowane i niepilnowana fuga zagniezdza sie w salatkach. jak to, ze po odkreceniu prysznica w lazience gornej mozna spokojnie umyc zeby, zanim zacznie leciec ciepla woda, oczywiscie, o ile zacznie. albo to, ze wychodzac do “ogrodu” mam wrazenie, ze mieszkam miedzy pasami autostrady. to, ze ten dom jest niemozliwy do posprzatania tak, zeby bylo poczucie, ze jest sliczny i ze mozna jesc ze wszystkich powierzchni (nie, zebym jakos twardo probowala go doprowadzic do takiego stanu). i jest po prostu za duzy. w efekcie jest to miejsce do mieszkania, w ktorym nawet mi sie kibla umyc nie chce, bo mam w glowie caly czas mysl, ze przeciez juz niedlugo sie wyprowadzimy, wreszcie wreszcie wreszcie. no wiec wlasnie.
po pierwsze. kto do kurwy nedzy wymyslil, ze decyzje o wybraniu domu na kolejne pare lat zycia, w ktorym sie bedzie spedzac wiekszosc tych paru lat nalezy i mozna podjac po 15-20 minutowym rzuceniu okiem na to miejsce. oczywiscie pod czujnym wzrokiem agenta/wlasciciela. kiedy sie nie wie, jak wyglada to wszystko wieczorem, czy lumpy nie wychodza tluc butelek na okolicznych samochodach (juz chuj z samochodami, ale te alarmy…), czy kibel przy spuszczaniu wody nie tryska po scianach artystyczna fontanna z buraczkami z obiadu. skad niby mozna wiedziec, czy na pewno przyzwyczaimy sie do tego, ze schody zakrecaja i sa stromawe, skad wiedziec, ze sasiad, cichutki w srodku dnia, nie ma zwyczaju o 4 w nocy wykonywac tanca w strone zachodzacego ksiezyca z przyspiewkami, albo czy niepozorna babcia z drugiej strony sasiadka nie jest emerytowana spiewaczka operowa, ktora poznym wieczorem stara sie przekrzyczec Marie Callas.
po drugie. dlaczego koty sa takim problemem. w polsce nie sa. w polsce sie mozna wladowac do wiekszosci domow/mieszkan z wlasnym krokodylem i ludziom wara od tego. tutaj, zeby wynajac cos ze zwierzetami trzeba albo ociekac czarem i urokiem osobistym albo zlotem (badz ekwiwalentem walutowym). na szczescie jestem posiadaczka jednego z nich, wiec przynajmniej 1/10 ofert, ktorymi jestem zainteresowana jest w stanie negocjowac na temat kotow. nawet przy nieumeblowanych domach.
dodatkowo fakt, ze za obecna chate placimy skandalicznie malo wcale nas nie przygotowal do tego, ze teraz bedziemy placic “normalnie”, czyli w naszym odczuciu bajonskie sumy. i mimo ze wiem, ze sie przyzwyczaimy i w 2 miesiace nie bedziemy w ogole odczuwac tej roznicy to teraz pomysl, ze bedziemy placic ok 150% aktualnej kwoty boli nasze weze i sprowadza na nie migreny.
dzisiaj juz prawie myslalam, ze znalazl sie godny nastepca Rurzowego Gniazdka, ale z czasem (no po paru miesiacach intensywnego szukania tak sie robi) wiem dokladnie, czego w nowym domu chce i niestety lodowka rozmiaru pralki i brak zmywarki zupelnie to miejsce odarly z niewatpliwego czaru i potencjalu. a jak mi ktos powie, ze nie potrzebuje zmywarki to niech ja sobie sam najpierw kupi, a potem po trzech latach sprawdzi, czy uda mu sie ja wyrzucic bez zalu.