[lang_pl]

w sumie to sie troche boje o tym pisac, bo jak wiadomo w moim przypadku, jak sie czyms pochwale to na pewno zapesze i dupa z tego wyjdzie. ale zaryzykuje w kilku kwestiach:

- dieta: wrocilam po prawie roku na South Beach. tym razem prawie bezgrzesznie przezylam miesiac i nie planuje zmieniac tego w najblizszym czasie. na razie 5.7kg, ale mam mozg nastawiony na dlugotrwale odchudzanie, nie odliczam dni do zjedzenia frytek. ustawilam sobie wysoko (nisko?) poprzeczke, pierwszy rzut przy ktorym bede z siebie megadumna to jeszcze 23kg w dol, wiec sobie troche podietuje. ale na zdrowie mi wychodzi, to na pewno.

- jak co roku w okolicach stycznia/lutego nastepuje u mnie przesilenie. nienawidze pracy, nienawidze domu, w ktorym mieszkam, nie lubie swojego samochodu i koloru wlosow. tym razem NIE planuje jedynie zmiany koloru wlosow.

- Mru zmienia prace, wiec jestesmy dosc otwarci na to, gdzie sie przeprowadzimy. ja nie mam problemu ze zmiana pracy, wiec jak sie uda wszystko pokoordynowac, to pakujemy bambetle, wstawiamy uprzednio podstawionych znajomych do naszego exRURZOWEGO hangaru i wybywamy. kazde z branych pod uwage miejsc ma swoje mega plusy i drobne minusy, wiec w zasadzie nie ma znaczenia, ktore w koncu wybierzemy. bardziej bedzie to wybor odpowiedniej pracy niz lokalizacji. zasieg brany pod uwage – jakies 310km

- wszystkich dopada deprecha noworoczna. w jakis podswiadomy sposob wszyscy maja nadzieje, ze nowy rok przyniesie zmiany, a tu chuja. zmiany same z siebie nie nastepuja, styczen ciagnie sie jak trzy smetne ciemne zimowe miesiace i ludzie pekaja. sama pekam. jestem tylko wdzieczna okolicznosciom, ze mam mozliwosc dokonania zmian.

- chyba juz powoli wyrastam ze spiewania w chorze, co mi pozwoli z mniejszym (choc i tak duzym) zalem zmienic miejsce zamieszkania. zaczelam za to uczyc spiewu i podoba mi sie to. w naszym obecnym domu nie mam do tego specjalnie warunkow, ale po przeprowadzce i zaaklimatyzowaniu sie moglabym z tego zrobic glowne zrodlo dochodow. jedyne, co mnie w tym przeraza to fakt, ze musialabym otworzyc firme. mysle, ze mam fobie a propos “wlasnego interesu” i odpowiedzialnosci z tym zwiazanej. fobia wyniesiona z Polski, gdzie patrzylam i uczestniczylam w zaprzepaszczeniu (z powodow niezaleznych) przeswietnych pomyslow, ktore NIE MIALY PRAWA sie nie udac wprowadzic w zycie.

poza tym chce juz wiosny. chce moc sobie pojezdzic i porobic zdjecia, aparat zarasta pajeczynami, koty grube i leniwe czekaja na slonce.

trzymajcie sie, byle do wiosny, ktora nic sama z siebie nie zmieni, ale da wam sile do dzialania.[/lang_pl]