[lang_pl]
o ile kiedys zdarzalo mi sie myslec, ze moze calkiem fajnie byloby byc taka strasznie znana wokalistka, o tyle teraz, dzieki sumiennej lekturze plotkarskich portali internetowych ciesze sie, ze omija mnie to cale gowno.
a tym bardziej, ze omija mnie ono w Polsce i USA. sa to bowiem dwa miejsca, gdzie jedno zdjecie z pryszczem na nosie obiega w dziesiatkach powiekszen, wyostrzen, photoshopien po kolei wszystkie mozliwe portaliki, gdzie bezmozga tluszcza emocjonuje sie, czy Steczkowska miala majtki, czy nie.
jestem uzalezniona od pudelek.pl, od egoisci.pl i lansik.pl chyba w podobny sposob, jak kiedys bylam od strony, na ktorej zamieszczano foty z wypadkow/sekcji i tym podobnych. krece glowa, patrze przez palce, staram sie nie wchlonac tego, co widze, a jednak zamknac stronke jest trudno.
ostatnio serwisy te mialy naprawde ciezki okres, bo zima wpedzila gwiazdeczki w domowe pielesze i biedne paparapki musialy czyhac na ludzi wychodzacych z domu po wode mineralna i jakos robic z tego newsa dnia. i chyba mi sie przelalo. zaczelam sobie ogladac stare zdjecia gwiazd formatu, ktorego dosiegnac dzisiejsze celebritki nie dadza rady. taka Marylin Monroe, Zoska Loren, no mnostwo ich jest. robione technika, ktora nie pozwalala jeszcze policzyc wlosow na przedramieniu z odleglosci kilometra. jakie one byly piekne. i babsztyle i zdjecia. czlowiek naprawde mial poczucie, ze patrzy na istote odmienna od siebie, kobiete, ktora nie ma problemow z cera, ktorej wlosy nie maja dziesieciu odcieni mimo farbowania ta sama farba, ktora nie ma pozadzieranych skorek przy paznokciach.
w przypadku Marylin Monroe czyms potwornie niestosownym wydalo mi sie, gdy Mru mi powiedzial, ze zostala otruta doodbytniczo, zeby nie zostawiac sladow. w pelen szacunku sposob probowalam sobie nie wyobrazic tego, ze ktos ja przegina, przytomna badz nie, zdejmuje majtki i laduje jej strzykawke w zwieracz. czy ktos ma takie (wywolane szacunkiem, a nie obrzydzeniem) reakcje na wyczyny Britney, Paris, czy rodzimej produkcji Herbus?
chyba tesknie do takich prawdziwych idoli. istot troche tajemniczych, ktorymi sie fascynujesz, jak pieknie wygladaja idac po czerwonym dywanie, a nie rozwazasz, czym usuwaja wlosy lonowe i jaki kolor ma ich papier toaletowy (litosciwie dodam: przed uzyciem).
w ten sposob ludzie, ktorzy przebili sie (niezaleznie od posiadanego (badz nie) talentu) sa zobowiazani do sprzedawania coraz to intymniejszych i bardziej “zwykloszaroludzkich” fragmentow siebie, bo nikt nie jest tak naprawde zainteresowany nowa piosenka pani X, o ile nie pokaze w niej soczystego tyleczka i ekipy tanczacej.
zawsze mi sie wydawalo, ze jak juz bede rodzicem, to bede na biezaco z idolami mlodziezowymi, bo z racji pasji mam ogromny szacunek dla ludzi sceny. ale jesli moja latorosl bedzie postawiona przed taka definicja slawy i bedzie sie fascynowac czyms takim oraz zacznie komentowac na pudelek.pl to na boba obiecuje, zamkne gowniarstwo w pokoju ze stosem dobrych ksiazek i poczekam, az sie odpowienie wnioski wykluja.
ja wiem, ze fafnascie tysiecy ludzi ten temat walkuje i walkowalo, ale jakos mnie tak teraz dziabnelo.
niewiedza jest blogoslawienstwem…[/lang_pl]