MagDee’s World


Archive for July, 2007

[lang_pl]po tygodniu…[/lang_pl]

[lang_pl]

…nadal kocham pracowac. szczegolnie, ze moja praca jest mniej lub bardziej opierdzielaniem sie. natomiast mam gadu gadu, irca i stronki (gry! flashowe gry online!) do dyspozycji. bo tu sie dziala na zasadzie projektu, projekt dziala na zasadzie spotkan, po ktorych i przed ktorymi jest masa pracy i trzeba zostawac po godzinach, a miedzy nimi jest wolne :). bardzo mi sie to podoba, podobaja mi sie wszystkie aspekty mojej pracy (wlacznie z tymczasowa nuda), tylko nie podoba mi sie, ze ktos mi podkitral kawe z prywatnego sloiczka. no nic, moze to jednorazowy wyskok. chcialam zrobic krokodyla z origami i wlozyc ostrzegawczo do sloiczka, ale nie umiem. poleglam juz na robieniu nozek, bo nie mam z czego jakos, czyli zle zlozylam. a oto przepis na krokodyla, ktos chce niech zrobi i powie jak. naturalnie, jak sie zabralam za pisanie bloga to jest duuuzo roboty, wiec bedzie pokrotce mocno.

po zenujaco daremnym koncercie wspolnym moim z grupa bluesowa powiedzialam grupie pa pa i radosnie w poniedzialek wrocilam do choru. i w piatek/sobote spiewam jako chorek na koncercie Roda Stewarda, a nie jak z ta kapela bluesowa w odrapanej knajpie dla 7 osob stojac 30cm przed czynnym zestawem perkusyjnym, ktory powodowal, ze podskakiwalam za kazdym razem, gdy perkusista dawal wyraz swojej aprobaty dla decybeli. jak cudownie sie sluchalo porzadnie wywazonych harmonii znowu i spiewalo z ludzmi, ktorzy poziomem profesjonalizmu przeskoczyli etap, gdzie kazdy chce DUZO! JA! TERAZ! UMIEM! PATRZ! i spiewaja dla wspolnego dzwieku raczej.

silowna, z ktora mialam problemy z czlonkostwem (Total Fitness, jesli mozecie – omijajcie) dala mi 6 miesiecy przedluzenia z racji mojej kontuzji, co jest mile.

osiagnelam szczyt wygodnictwa, skracajac wczoraj wieczorem biurko (pelne boki, a nie nogi tylko) stojace w lazience na laptopa (no bo gdzie lepiej grac w lemmingi niz na kibelku siedzac), ktorego uzywam, gdy leze w wannie z boubelkami pseudojacuzzowymi, ktore mam zalecone w ramach rehabilitacji. no bo za wysokie bylo i nie widzialam klawiszy. teraz jest idealne i moge spedzac te godzine w wannie rownie bezproduktywnie jak wczesniej, ale za to przyjemniej.

a wczoraj znalazlam wetknietego w dziurki wentylacyjne monitora kFiAtUsHkA. wbrew sobie sie wzruszylam. miekne na starosc jak rzodkiewka (wiem, ze ona mieknie, bo mi lezala w lodowce ponad tydzien i wyrzucalam juz podusie rozowe smetne). naturalnie akurat w tej chwili nie moge sobie przypomniec o niczym innym, czym sie chcialam podzielic. o, juz pamietam.

zrobilismy w weekend megatrase. pojechalismy na Connemare (fotki TUTAJ). mialo byc 2 dni, a okazalo sie wariacka podroza 900km w 17 godzin bez przerwy (no dobra, w drodze powrotnej w nocy nie wydolilismy i przykimalismy na poboczu godzinke (siedzenia w dol, dobranoc Mru, dobranoc Mruniu), bo alergia na trawy przez caly dzien sie wila wokol mnie a w nocy sprawila, ze oczy mialam jak animki, takie jakby napompowane i zaraz-wybuchajace). ale jak widac na fotkach – bylo warto, nawet moje amatorskie jestestwo nie popsulo fotek, bo brzydkich fot sie tam po prostu zrobic nie dalo. po lepszej jakosci twory odsylam do bloga Mrua, ale on pewnie bedzie je miesiac obrabial i juz dawno wszyscy zapomna, ze tam bylismy :)

dodatkowo zmienilam telefon w przesympatycznej promocji O2 na Sony Ericsson K750i i donosze, ze to byla najlepsza zmiana od czasu zmiany bielizny. moj telefon zostal spaczowany, ulepszony, gry javowe i aplikacje kroluja na mojej karcie pamieci i zaczynam uwazac, ze telefon nie musi sluzyc tylko do dzwonienia i smsow. Mru mi znalazl na niego Tamagotchi, wiec wychowuje jakiegos tam stworka i sprzatam jego kupy (bo niesmierdzace hyhy).

kupujemy materac latexowy do lozka, zeby nam sie sprezyny przestaly odbijac na plecach. zajemegabiscie tani, na ebayu, firmy wloskiej. jak przyjdzie i sie sprawdzi to podam linka, oni nawet na polskie warunki sa tani. i robia na wymiar.

no to na razie, papa.[/lang_pl]


[lang_pl]kocham pracowac[/lang_pl]

[lang_pl]do odwolania (czyli pewnie do za tydzien) kocham moja prace. kocham pracowac w ogole, uwielbiam wstawac skoro swit i zwlekac cielsko po schodach w dol. trafila mi sie sliczna posadka, gdzie panuje wolnosc komputerowa, dosc duze zroznicowanie jesli chodzi o natezenie pracy (czyli czasem sie adrenalinkowo zapierdala, a czasem sie siedzi na ircu), genialny widok (jutro beda foty na Picasa, to dam linka) z okna, genialna miejscowa, po drodze na silownie (czyli bede jezdzic na basen przed lub po pracy od razu), 4 minuty autem od najwiekszego centrum handlowego Dublina poludniowego, sympatyczni kouorkerzy i szefowie. chwilowo jestem szczesliwa i reszta problemow nie istnieje. minie mi to pewnie za pare dni, wiec klepie, zeby wpis zostal. a, dla materialistow – jestem szczesliwa, ze te posade za nieco mniejsza kase wybralam nad kilka lepiej platnych robotek w innej konfiguracji. i nareszcie bedziemy mogli sprobowac wyjsc z dlugow, zeby miec mozliwosc wejscia w nastepne. acz moj glupi bank nawet glowa kiwnal na moj symulowany wielki DLUG ostatnio co o nim pisalam. niestety, to bylaby ostatecznosc, bo z takiej krechy to bysmy sie kilka ladnych lat karaskali, a tu trzeba bedzie kupic jakies mieszkanie (bo jestem bardzo wysoko na liscie do Affordable Housing,  tlyko tam daja mieszkania, a nie domy. bu.[/lang_pl]


[lang_pl]po 5 latach…[/lang_pl]

[lang_pl]

bardzo konsekwentnego nieszukania, znalazlam! znalazlam w Tesco biszkopty!

Takie jak nasze jezyczki podluzne idealne do mleczka lub herbatki. i wcale sie biszkopty nie nazywaja, tylko Boudoir Lange Vingers (Party Fingers). dla innych szukajacych – byly tam, gdzie wafelki do lodow. z kawowym mleczusiem tez sa znakomite. mhrrrr

[/lang_pl]