MagDee’s World


Archive for June, 2007

[lang_pl]Proba powrotu do stylu[/lang_pl]

[lang_pl]

Wygarnelam chyba wszystkim wszystko, co mi ostatnio na mozgu i w faldach lezalo, wiec moge sobie wrocic do beztroskiego pierdolenia.

ktore, a propos jest znowu mozliwe, poniewaz moj kochany szarlatan mnie wzial na stol z pania anestezjolog 16 godzin przed moim odlotem i jestem znowu cyborgiem ze spiralka :) pierdolenie znowu jest beztroskie i nie musze sie martwic, ze zalozymy gumke na lewa strone :)

z zakupow: kupilismy kotom nowy kotodrom. kotodrom przeznaczony tylko dla kociat, ktorym chcemy spowodowac wymioty. w sensie jest RURZOWY, malutki taki, ze 3.9kg kota ledwo sie miesci na “siodelku”, a chybotliwy taki, ze gdyby byl przeznaczony dla ludzi, to tworcy MBT (butkow chybotkow) by go od razu sprzedawali za potworna kase. I co? rzeczone 3.9 kota (Misia) wysiaduje na tym z luboscia, coraz wytworniej ignorujac specjalny wielki kotodrom, ktory kotki dostaly zanim jeszcze byly. zrozum tu kota.

dzisiaj a propos kotki byly u weta, ktory powiedzial, ze sa zdrowe, poza Misia, ktora ma alergie, chyba taka jak ja nawet, bo na nic konkretnego. w sensie wylizala sobie miejsce pod lewym udem bo ja pewnie swedzialo, siersc jej zmetniala i wet wykryl, ze nos ma zaczerwieniony. pan wet dal 2 zastrzyki i ma kotu przejsc. ja tez chce kurna takie zastrzyki, zeby mi przeszla alergia. choc nie narzekam, od powrotu do domu mam kilka smarkniec na dzien. nie dusze sie, tak jak w polsce. ot, nawet trawy u mnie zielensze i mniej alergenow posiadajace.

w ogole to koty mnie jakby poznaly. to mile. maja ciagle rezerwe do mnie, do Mru sie kleja i tula tak, ze zazdrosc mi sie dymi z nosa jadowicie zielona. ale prawda jest, ze to on im poswieca wiecej czasu, wala sie z nimi po podlodze (kurwa, cholerne kolano, kurwa) i cierpliwie przekonuje do pewnych zachowan. zupelnie tak samo je traktuje jak mnie :)

ja od tygodnia szukam pracy, jedna ciagle aktualna (bylam na interview, spodobalam sie bardzo, teraz szukaja dla mnie wakatu) w IBM, ktora bylaby robota mojego zycia, gdyby nie fakt, ze nie jest po drodze na silownie i basen. reszta ofert sie rozmyla, wiec jestem jakby na poczatku drogi. ale Mru jest dzielny i na razie nic nie wypomina. dopoki moge zrobic jeszcze jakis debet na karcie kredytowej to nie zginiemy :)

a na silownie (w sensie na basen, ale najchetniej tam, bo maja boubelki) musze zaczac jezdzic jak najpredzej. mysle, ze od niedzieli-poniedzialku zaczne. bo woda ma wyciagac opuchlizne, ktora nie chce zejsc z kolana, mimo moich ciaglych masazy i ugniatan, ktore jedyny kompetentny rehabilitant, jakiego w zyciu czulam na swoim cielsku mi pokazal. a moze wlasnie przez nie :) ale mam robic to robie. ludze sie, ze za jakies pol roku/rok bede mogla jesli nie ukleknac na podlodze, to przynajmniej przejsc na czworakach po miekkim lozku. wiecie, jakie uciazliwe jest cos takiego przy bzykaniu, gdy w zasadzie glownie sie jednak sufit oglada?

memo: kupic jakas fototapete. albo lustro na sufit.

z muzycznych nowosci: chce mnie bluesowa kapela. jutro mam z nimi druga probe, za dwa tygodnie pierwszy koncert. troche powiem szczerze nudzi mnie taki korzenny blues, szczegolnie, ze jak wszedzie w takiej muzyce muzycy instrumentalni uznaja wokaliste za lekko zbedny dodatek i rzadko rozumieja jak duzo wysilku idzie w wydawanie odglosu paszcza. zobaczymy, jesli na probie uznaja, ze nie potrzebuje mikrofonu, to bede powaznie sie zastanawiac. tym bardziej, ze inna grupa muzyczna (graja covery na biznesowych spotkaniach i sa wynajmowani na wieksze biesiady) pogrywa funky-soul sobie, 3 dziewuszki na wokalu i chyba stylowo bardziej by mi to pasowalo, tylko musieliby mnie tam chciec. o wokal sie az tak nie boje, chyba ze ktos z mojego choru sie tam pojawi, hyhyhy, ale o wyglad, bo na zdjeciach to panienki takie bardziej reprezentacyjne ode mnie. no nic, zobaczymy :)

motoryzacyjnie:

jezdze Mruem. znaczy otrzymal on sliczne provisional driving licence i ma prawo jezdzic se omijajac autostrady i tym podobne, pod opieka kogos z pelnym prawem jazdy. ja jestem potwornie niecierpliwa i nie jestem najlepszym nauczycielem, dobrze, ze chociaz ucznia mam cierpliwego. a Niunius tez nie jest autem najlatwiej sie dajacym ujezdzic, cholernik. poprzedni wehikul – Hyundai Accent byl zdecydowanie elastyczniejszy i miekszy w prowadzeniu, ze nie wspomne o miejscu na nogi, ktore Hujdaj MIAL. Niunius niestety zapoml o tym, ze ktos moze nie byc filigranowa staruszka. ale to nic nic, mam obiecanego Santa Fe. nie wiem czy przed, czy po pierdzionku :)

to tyle na dzisiaj, bo w ogole tak mnie ten brak pracy rozpierdala, ze ciagle chodze zmeczona. To juz pelny miesiac nie pracuje.

Do nastepnego.[/lang_pl]


[lang_pl]rehabilitacja podwojna i wiadro goryczy.[/lang_pl]

[lang_pl]dzisiaj pol dnia bylismy z tata u mamy. mama poszla o kuli (i ja tez o kuli) do kafeterii sama tam i z powrotem. marudzenia przy tym co niemiara, ale gdyby codziennie tak chodzila, to by niedlugo stanela na nogi. i powinna chodzic z roznymi osobami, nie tylko z nami. no i tu naturalnie kolejny raz brak wsparcia ze strony rodziny, ktora woli sie pouzalac i poglaskac po glowce niz faktycznie pomoc i kopnac w dupe marudzaca mamuske.

w kafejce zgrzeszylam i zamowilam sobie zapiekanke, na boba co za ohydztwo gumowe.

prywatnie testuje wytrzymalosc mojego banku i zlecilam mu symulacje sporej pozyczki, ktora zapewne bede musiala wziac po raz kolejny, poniewaz jestem jedyna osoba sponsorujaca leczenie mojej mamy. a rodzine mamy taka duza przeciez i wcale niezle sytuowana, wyksztalcona po studiach, nie to co ja, robol po maturze. wystarczyloby, zeby sobie odjeli od usteczek po nie wiem. 50, 100zl miesiecznie, co miesiac, zeby pomoc. to nie. od czasu do czasu ochlap i potem pol roku sie masturbuja, ze oni sa tacy dobrzy i pomocni, i co biedna mamusia by bez nich zrobila. a to, ze ja sie wyrzekam wielu rzeczy, na przyklad nie moge planowac urodzenia dziecka, kupna mieszkania, jestem ciagle zapozyczona, poniewaz cala kasa mi idzie w pomoc rodzicom nikogo nie wzrusza i nawet pierdolonego “dziekuje” nie uslyszalabym od najblizszych krwi z krwi mojej mamy, bo oczekuje sie, ze jestem od sponsorowania jak dupa od srania, skoro zarabiam przeciez za granica. a chuja, droga rodzinko. od poltora miesiaca chuja zarabiam poniewaz tez mam prawo do problemow z zatrudnieniem, teraz jestem w polsce i nie wiem ile bede potrzebowala czasu na rehabilitacje, by moc wrocic do pracy. a z pensji Mru mozemy co najwyzej zaplacic za dom i zaplacic raty pozyczkowe, ktorych to pieniedzy nie wydalismy sobie na nowe meble. ale co tam, ja przeciez spie na pieniadzach i w ogole przychodza mi one na konto za to, ze w ogole wstaje rano z lozka.

a moje kuzynostwo na przyklad oboje z dobrymi posadkami samochodzikami i mieszkankiem nawet sie nie zainteresowalo, czy moze choc 50zl miesiecznie poswiecic na benzyne, zeby przyjechac do cioci, pokazac synka, pojsc na spacer, cokolwiek. ale co ja mowie kuzynostwo. wlasna siostra i matka maja TAK NIESAMOWICIE ZAJETE ZYCIE (nie, nie pracuja obie na dwa etaty), ze nie moga sobie pozwolic na wsparcie w rehabilitacji przynajmniej raz na tydzien, ale konsekwentnie co tydzien, zeby przegonic mame, zagadac, pochwalic, wesprzec. bo taki gest laski raz na pare miesiecy to jest naprawde o dupe roztrzasnac, droga rodzino. nie robcie tego w ogole, jesli robicie to tylko dla uspokojenia wlasnych wyrzutow sumienia. pomoc, ktorej udzielacie jest niezauwazalna kropla w morzu i jest odwalana na odpieprz (patrz sprzatanie, odwiedziny).

teraz bedzie fajnie, bo byc moze bede brala tate do siebie do domu, zeby mogl zarobic jakies pieniadze potrzebne na splate dlugow za lekarstwa mamusi. i wtedy bedzie heca. mama sobie da rade na codzien z pomoca tesciowej, ale ktos musialby z nia cwiczyc, bo inaczej wszystko co ciezka praca i bankructwem moim i ojca osiagnelismy przez poltora roku pojdzie w pizdu, bo brak stymulacji porzadnej dlugotrwalej stymulacji ruchowej przez kilka dni odsunie mamusie w stan kaleckiego otepienia. mama moja nie jest silna psychicznie na tyle, zeby robila to sama. trzeba ja zawsze zmuszac, zawsze sluchac jeczenia i zawsze je ignorowac dla jej dobra. niestety, bez taty na miejscu nie bedzie mama miala NIKOGO, kto jej kontynuacje rehabilitacji zapewni. nie no, jasne. bedzie ja mozna wpakowac do kolejnej daremnej kliniki, gdzie nikt sie nia nie zajmie, bo nikomu nie zalezy, zeby ja zmuszac, zreszta zabiegow i masowania ma pare godzin dziennie, a potem powinna co najmniej pare godzin dziennie CODZIENNIE chodzic, siadac, wstawac, probowac nowych rzeczy. ale po co, lepiej wpakowac gdzies i wmowic sobie, ze przeciez ma opieke. hue hue hue hue hue.

mile jest w tym wszystkim to, ze skromny (z musu) slub czy tam wesele bede mogla planowac na znacznie mniej osob, niz kiedys przewidywalam. oczywiscie czysto teoretycznie, zalozywszy ze bedzie nas stac na pierscionek zareczynowy.

moi drodzy. to by bylo chyba na tyle, co mi sie nazbieralo i ulewalo po kropelce ostatnimi czasy. mam nadzieje, ze teraz bede mogla wrocic do pisania dowcipnych i zgryzliwych pierdolek, ktore tak lubicie czytac.[/lang_pl]


[lang_pl]z rodzina na zdjeciu[/lang_pl]

[lang_pl]wczoraj troche ogarnelam chate, w szczegolnosci lazienke. mocno chujowo sie sprzata o kuli, gdy cale kolano plywa jak cholerny zloty rybek, ale poniewaz pomoc najblizszej rodziny ogranicza sie do laskawego przeorganizowania zycia, zeby raz na miesiac wpasc ze slodyczami jak amerykanska ciocia, to zostalo to do zrobienia mnie. o pomocy finansowej nie wspomne. na razie odpuszczam szorowanie kafelkow niemytych chyba poltora roku, dopoki nie stane pewnie na obu nogach.

strach ogarnia mnie tylko, gdy pomysle ze cos sie stalo mi i ojcu. bo po poltorarocznym doswiadczeniu z rodzina mojej mamy mam obawy, czy mieliby na tyle przyzwoitosci, zeby WTEDY sie nia zaopiekowac.

z nowosci noznych:
zdjeto mi szwy, obmacano kolano i nie ma zadnego wysieku, czyli uczucie plywania jest spowodowane opuchlizna, ktora zejsc powinna. pani rehabilitantka za kolejna slona sume nakleila mi na noge elastyczny plasterek, ktory ma zachecac moja rzepke do przyjecia z gory dla niej przewidzianej pozycji. mam tez wykonywac proste cwiczenia wzmacniajace wewnetrzne miesnie uda i lydki oraz miesien czworoglowy uda. w sumie, na dobra sprawe moglabym leciec do domu. ale zostane jeszcze przepisowe dwa tygodnie bo ani mnie nie stac na przebookowanie biletu, ani nie ma to sensu, bo do pracy to ja sie i tak ejszcze nie nadaje. poza tym w trakcie tych 2 tygodni mam jeszcze chodzic na rehabilitacje i na kontrole do Zor.

dzisiaj po raz pierwszy od operacji wyjde sama z domu, z jedna kula “w razie czego” na ploty z kumpela. nie moge sie doczekac![/lang_pl]