[lang_pl]
Wygarnelam chyba wszystkim wszystko, co mi ostatnio na mozgu i w faldach lezalo, wiec moge sobie wrocic do beztroskiego pierdolenia.
ktore, a propos jest znowu mozliwe, poniewaz moj kochany szarlatan mnie wzial na stol z pania anestezjolog 16 godzin przed moim odlotem i jestem znowu cyborgiem ze spiralka :) pierdolenie znowu jest beztroskie i nie musze sie martwic, ze zalozymy gumke na lewa strone :)
z zakupow: kupilismy kotom nowy kotodrom. kotodrom przeznaczony tylko dla kociat, ktorym chcemy spowodowac wymioty. w sensie jest RURZOWY, malutki taki, ze 3.9kg kota ledwo sie miesci na “siodelku”, a chybotliwy taki, ze gdyby byl przeznaczony dla ludzi, to tworcy MBT (butkow chybotkow) by go od razu sprzedawali za potworna kase. I co? rzeczone 3.9 kota (Misia) wysiaduje na tym z luboscia, coraz wytworniej ignorujac specjalny wielki kotodrom, ktory kotki dostaly zanim jeszcze byly. zrozum tu kota.
dzisiaj a propos kotki byly u weta, ktory powiedzial, ze sa zdrowe, poza Misia, ktora ma alergie, chyba taka jak ja nawet, bo na nic konkretnego. w sensie wylizala sobie miejsce pod lewym udem bo ja pewnie swedzialo, siersc jej zmetniala i wet wykryl, ze nos ma zaczerwieniony. pan wet dal 2 zastrzyki i ma kotu przejsc. ja tez chce kurna takie zastrzyki, zeby mi przeszla alergia. choc nie narzekam, od powrotu do domu mam kilka smarkniec na dzien. nie dusze sie, tak jak w polsce. ot, nawet trawy u mnie zielensze i mniej alergenow posiadajace.
w ogole to koty mnie jakby poznaly. to mile. maja ciagle rezerwe do mnie, do Mru sie kleja i tula tak, ze zazdrosc mi sie dymi z nosa jadowicie zielona. ale prawda jest, ze to on im poswieca wiecej czasu, wala sie z nimi po podlodze (kurwa, cholerne kolano, kurwa) i cierpliwie przekonuje do pewnych zachowan. zupelnie tak samo je traktuje jak mnie :)
ja od tygodnia szukam pracy, jedna ciagle aktualna (bylam na interview, spodobalam sie bardzo, teraz szukaja dla mnie wakatu) w IBM, ktora bylaby robota mojego zycia, gdyby nie fakt, ze nie jest po drodze na silownie i basen. reszta ofert sie rozmyla, wiec jestem jakby na poczatku drogi. ale Mru jest dzielny i na razie nic nie wypomina. dopoki moge zrobic jeszcze jakis debet na karcie kredytowej to nie zginiemy :)
a na silownie (w sensie na basen, ale najchetniej tam, bo maja boubelki) musze zaczac jezdzic jak najpredzej. mysle, ze od niedzieli-poniedzialku zaczne. bo woda ma wyciagac opuchlizne, ktora nie chce zejsc z kolana, mimo moich ciaglych masazy i ugniatan, ktore jedyny kompetentny rehabilitant, jakiego w zyciu czulam na swoim cielsku mi pokazal. a moze wlasnie przez nie :) ale mam robic to robie. ludze sie, ze za jakies pol roku/rok bede mogla jesli nie ukleknac na podlodze, to przynajmniej przejsc na czworakach po miekkim lozku. wiecie, jakie uciazliwe jest cos takiego przy bzykaniu, gdy w zasadzie glownie sie jednak sufit oglada?
memo: kupic jakas fototapete. albo lustro na sufit.
z muzycznych nowosci: chce mnie bluesowa kapela. jutro mam z nimi druga probe, za dwa tygodnie pierwszy koncert. troche powiem szczerze nudzi mnie taki korzenny blues, szczegolnie, ze jak wszedzie w takiej muzyce muzycy instrumentalni uznaja wokaliste za lekko zbedny dodatek i rzadko rozumieja jak duzo wysilku idzie w wydawanie odglosu paszcza. zobaczymy, jesli na probie uznaja, ze nie potrzebuje mikrofonu, to bede powaznie sie zastanawiac. tym bardziej, ze inna grupa muzyczna (graja covery na biznesowych spotkaniach i sa wynajmowani na wieksze biesiady) pogrywa funky-soul sobie, 3 dziewuszki na wokalu i chyba stylowo bardziej by mi to pasowalo, tylko musieliby mnie tam chciec. o wokal sie az tak nie boje, chyba ze ktos z mojego choru sie tam pojawi, hyhyhy, ale o wyglad, bo na zdjeciach to panienki takie bardziej reprezentacyjne ode mnie. no nic, zobaczymy :)
motoryzacyjnie:
jezdze Mruem. znaczy otrzymal on sliczne provisional driving licence i ma prawo jezdzic se omijajac autostrady i tym podobne, pod opieka kogos z pelnym prawem jazdy. ja jestem potwornie niecierpliwa i nie jestem najlepszym nauczycielem, dobrze, ze chociaz ucznia mam cierpliwego. a Niunius tez nie jest autem najlatwiej sie dajacym ujezdzic, cholernik. poprzedni wehikul – Hyundai Accent byl zdecydowanie elastyczniejszy i miekszy w prowadzeniu, ze nie wspomne o miejscu na nogi, ktore Hujdaj MIAL. Niunius niestety zapoml o tym, ze ktos moze nie byc filigranowa staruszka. ale to nic nic, mam obiecanego Santa Fe. nie wiem czy przed, czy po pierdzionku :)
to tyle na dzisiaj, bo w ogole tak mnie ten brak pracy rozpierdala, ze ciagle chodze zmeczona. To juz pelny miesiac nie pracuje.
Do nastepnego.[/lang_pl]