MagDee’s World


Archive for February, 2007

wtorkowo i updejtowo

no to tak. zrobilam nowe foty Misi i Hani oraz kociodromowi stojacym dumnie na nowej wykladzince.

http://picasaweb.google.com/satinee/KotowCiagDalszy/

Oznajmiam, ze wczorajszy dzien byl przelomowym (wieczor) oba koty daly sie nam obu kilkakrotnie wyglaskac po czym oba spaly pod lozkiem (jedna nawet chwile spedzila na lozku sprawdzajac czy za moimi plecami jest wystarczajaco miejsca dla dwoch kotow), wpedzajac lozko, nas i podloge w wibracje, przeciwko ktorym ten dom na pewno ubezpieczonym nie jest.

a w piatek najprawdopodobniej bedziemy prowadzic na zabieg.


poniekurwadzialek czyz nie?

no ok. znowu mnie wieki nie bylo. ale to przez te glupie koty i przez zmiane pracy i w ogole. no to pokrotce, jesli o czyms juz pisalam to trudno, przeczytacie ponownie.

koty - juz sa mniej dzikoty, ale tylko jedna sie da wymiziac porzadnie od czasu do czasu. ale przynajmniej nie znikaja juz tak calkiem z przerazeniem w slepiach, nawet kiedy widza nas nago (a tego nie mozna powiedziec o wielu stworzeniach bozych).

praca - okazuje sie poniewczasie (jak zwykle), ze moi pracodawcy pukali mnie malym chujkiem w pupe tak, ze nawet nie zauwazylam. dobrze wobec tego, ze calkiem sporo firm sie o mnie zabija. z firm do ktorych sie zglosilam tylko jedna mnie nie chciala. mam dwie ciekawe propozycje pracy w firmach prawniczych, jedna w fajnej ekipie (to widac) za troche mniej kasy albo druga u troche smutasow, ale za to placona lepiej, z jakimis tam bonusami oraz platnym chorobowym. i juz juz bym sie decydowala (pewnie na tych smutasow), ale w piatek wyskoczyla propozycja pracy moich marzen. mam tylko nadzieje, ze pracodawca zglosi sie do agencji i powie ze chce mnie wziac na rozmowe dosc szybko, bo trzymam na przeczekanie tamte dwie propozycje, w razie gdyby sie z praca marzen nie udalo zebym nie zostala na lodzie (czytaj w mojej terazniejszej pracy).

praca dalej - w piatek przyszedl tu do biura taki mlodziutki wyplosz na interview zeby sie przyjac do pracy. szefowa prawie mnie blagala zebym jej powiedziala ze laska sie nadaje, a nawet jakbym powiedziala ze sie nie nadaje to i tak by ja przyjeli, bo po prostu nikt inny nie chce tu dla nich pracowac :) a dziewczynka zdesperowana musi byc bo juz od dzisiaj pracuje… wiec koncze prace trenujac kolejnego jelenia. z tym ze ta lasia nigdy nie bedzie mna. ona nawet do kolan nigdy Anne Marie nie dorosnie. wie co to jest klawiatura i myszka ale o biurowych procedurach nic nie wie zupelnie.

praca koncowka - gdyby nie fakt, ze w mojej pracy nie placa za chorobowe a troche mnie w pracy nie bylo w tym miesiacu (no w Polsce bylam nie?) to bym bardzo teatralnie zabrala swoje rzeczy i po prostu wyszla. zostawiajac ich z tym bajlzlem i niedotrenowalym szczypiorem i bernie. cholerna kasa :>.

mamulka - tata nagral mi filmik ostatnio jak matulka sobie rusza powoli reka z lokcia tak troszke. brawo matula!

zakupy - kupilismy wykladzine dywanowa! bardzo praktyczna, bo bedzie trzymac cieplo troche bardziej niz nasza linoleumowa podloga. i bardzo, bardzo przemyslany kolor - jasny bezowy. hue hue hue. no taki kremowy, zeby pasowal do scian i takich tam. i dwa koty. i my chodzacy w glanach… no wiec do tej wykladziny od razu kupilismy odkurzacz o wdziecznym imieniu Filip. bardzo sympatyczny on jest. ciagnie jak to odkurzacz. nie ma co prawda szczotek do zwierzat i tych innych ale mysle sobie ze duzo ludzi zyje ze zwierzetami i nie ma specjalistycznych odkurzaczy i jakos sobie radza ci ludzie. mialam zrobic fote odkurzaczyka i wykladziny ale jeszcze mi nie wyszlo :) zrobie i wrzuce pewnie na picase.

a w niedziele zrobilam golabki w trzech wersjach: z ryzem, z kasza i z pieczarkami+ryzem. wyszly genialne. zapraszam :>

 


cowboys and kisses…

… and roses.

nazwijcie mnie miekka kiszka, ale znalezienie rozyczki na poduszce po polnocy robi z flakow czlowieczych rozowy kisielek.

znacznie milej jest sie obudzic rano z takich rozowych przytulan i znowu byc twarda zimna suka.

dodatkowo donosze, ze wczoraj znow bylam na interview w agencji i pani sie prawie posmarkala ze moze mnie reprezentowac. to takie mile, gdy ktos czlowieka tak docenia. mam kilka naprawde milych propozycji, wszystkie niestety w centrum, psia mac, nie bedzie domku na wsi… dam znac jak sie cos juz wyklaruje.


znowu zbiorczo

no i znowu nie mialam czasu. wiec tak tegez. po pierwsze, MAMY MIAUY! po dlugim poszukiwaniu i obejrzeniu dwoch slicznych 3.5 miesiecznych malenstw pojechalismy 2 godziny do schroniska ISPCA w Longford i wzielismy dwie siostrzyczki - Honey (Hania) i Missy (Misia).

obie dziewczynki sa zarowno (i na pewno bedzie wiecej) na:

http://picasaweb.google.com/satinee/

a tu i tu i tu sa te co wykonal Mru. no wiem, wiem ze lepsze :>

przez pierwsze pare dni to byly duchokoty totalnie przerazone i zwiewajace jak sie o nich wyrazniej pomyslalo. teraz juz ciekawsko podchodza na 1-2 metry ale dotknac sie daje Hania tylko. wiecej na usenetowej grupie o kotkach, jakby ktos chcial.

dodatkowo uprzejmie zawiadamiam ze poinformowalam szefostwo, ze ide sobie precz. skoro oni sa zbyt zapuszkowani zeby ze mna wspolpracowac to sobie poszukam innych szefow :) na razie agencje chca mnie wcisnac do firm prawniczych dla odmiany. zobaczymy co z tego wyjdzie, nie spiesze sie, chce tym razem czegos z fajnymi bonusami, platnym chorobowym i komputerem na ktorym wolno mi zmienic wygaszacz ekranu.
to tyle na teraz, bo ciagle jeszcze tu pracuje i mialam potwornie zajete rano, przez co popoludnie mam jeszcze bardziej zajete. i tak, w tym jest jakas logika :)


sauniane przemyslenia

w poniedzialek bylam na basenie. na silownie jeszcze nie zajrzalam, tylko prosto w kostiumik i do wody. efekt byl taki, ze z trudem przeplynelam (przeczolgalam) 6 dlugosci. lewe kolanko jest bardzo luzne i przy zabce mam uczucie ze mi odpadnie, a to prawe biedne… strzela i pyka i boli przy kazdym mocniejszym ruchu. no ale nic, trzeba to trzeba, choc takie plywanie to zero przyjmenosci.

wiekszosc czasu wiec spedzilam w jacuzzi takim wielkim co to sie nazywa basenem do hydroterapii. on ma ksztalt rozplaszczonego kola. po tych ostrych koncach z jednej strony ma takie siedziska, z ktorych leca babelki, z drugiej strony taka wielka babelko fontanne na srodku, kolo ktorej sie staje i faluje. po tych plaskich stronach po jednej jest wejscie i dwa zurawie, ktore pluja pod sporym cisnieniem woda na kark i plecy oraz lezyska takie, z barierka, na ktorych sie lezy na plecach lub brzuchu i babelki sobie leniwie oblatuja cale cialo.

no i moje spostrzezenie. po cwiczeniach, czy plywaniu, czy po-czym-tam kolwiek panowie wybieraja najczesciej lezyska. leza sobie wtedy, a babelki masuja im jajka. panowie sobie wybieraja lezenie na plecach i leniwie obserwuja wejscie do basenu. a panie? panie szybciutko drepcza do siedzisk, gdzie pod sporym cisnieniem w nerki i uda staraja sie sobie wyregulowac cellulitis. rzadko ktoras sie faktycznie wyciagnie i odpocznie. siedziska nie sa najwygodniejsze, bo trzeba sie ustawiac troszke pod babelki i pogadac sie nie da bo taki halas, ale panie maja misje do spelnienia.

a zauwazylam to wszystko przewracajac sie z jednego uda na drugie na niewygodnym siedzisku…