no ok. znowu mnie wieki nie bylo. ale to przez te glupie koty i przez zmiane pracy i w ogole. no to pokrotce, jesli o czyms juz pisalam to trudno, przeczytacie ponownie.
koty - juz sa mniej dzikoty, ale tylko jedna sie da wymiziac porzadnie od czasu do czasu. ale przynajmniej nie znikaja juz tak calkiem z przerazeniem w slepiach, nawet kiedy widza nas nago (a tego nie mozna powiedziec o wielu stworzeniach bozych).
praca - okazuje sie poniewczasie (jak zwykle), ze moi pracodawcy pukali mnie malym chujkiem w pupe tak, ze nawet nie zauwazylam. dobrze wobec tego, ze calkiem sporo firm sie o mnie zabija. z firm do ktorych sie zglosilam tylko jedna mnie nie chciala. mam dwie ciekawe propozycje pracy w firmach prawniczych, jedna w fajnej ekipie (to widac) za troche mniej kasy albo druga u troche smutasow, ale za to placona lepiej, z jakimis tam bonusami oraz platnym chorobowym. i juz juz bym sie decydowala (pewnie na tych smutasow), ale w piatek wyskoczyla propozycja pracy moich marzen. mam tylko nadzieje, ze pracodawca zglosi sie do agencji i powie ze chce mnie wziac na rozmowe dosc szybko, bo trzymam na przeczekanie tamte dwie propozycje, w razie gdyby sie z praca marzen nie udalo zebym nie zostala na lodzie (czytaj w mojej terazniejszej pracy).
praca dalej - w piatek przyszedl tu do biura taki mlodziutki wyplosz na interview zeby sie przyjac do pracy. szefowa prawie mnie blagala zebym jej powiedziala ze laska sie nadaje, a nawet jakbym powiedziala ze sie nie nadaje to i tak by ja przyjeli, bo po prostu nikt inny nie chce tu dla nich pracowac :) a dziewczynka zdesperowana musi byc bo juz od dzisiaj pracuje… wiec koncze prace trenujac kolejnego jelenia. z tym ze ta lasia nigdy nie bedzie mna. ona nawet do kolan nigdy Anne Marie nie dorosnie. wie co to jest klawiatura i myszka ale o biurowych procedurach nic nie wie zupelnie.
praca koncowka - gdyby nie fakt, ze w mojej pracy nie placa za chorobowe a troche mnie w pracy nie bylo w tym miesiacu (no w Polsce bylam nie?) to bym bardzo teatralnie zabrala swoje rzeczy i po prostu wyszla. zostawiajac ich z tym bajlzlem i niedotrenowalym szczypiorem i bernie. cholerna kasa :>.
mamulka - tata nagral mi filmik ostatnio jak matulka sobie rusza powoli reka z lokcia tak troszke. brawo matula!
zakupy - kupilismy wykladzine dywanowa! bardzo praktyczna, bo bedzie trzymac cieplo troche bardziej niz nasza linoleumowa podloga. i bardzo, bardzo przemyslany kolor - jasny bezowy. hue hue hue. no taki kremowy, zeby pasowal do scian i takich tam. i dwa koty. i my chodzacy w glanach… no wiec do tej wykladziny od razu kupilismy odkurzacz o wdziecznym imieniu Filip. bardzo sympatyczny on jest. ciagnie jak to odkurzacz. nie ma co prawda szczotek do zwierzat i tych innych ale mysle sobie ze duzo ludzi zyje ze zwierzetami i nie ma specjalistycznych odkurzaczy i jakos sobie radza ci ludzie. mialam zrobic fote odkurzaczyka i wykladziny ale jeszcze mi nie wyszlo :) zrobie i wrzuce pewnie na picase.
a w niedziele zrobilam golabki w trzech wersjach: z ryzem, z kasza i z pieczarkami+ryzem. wyszly genialne. zapraszam :>