MagDee’s World


Archive for January, 2007

wygralam w radio!

przez tyle lat albo pracujac albo przynajmniej przesiadujac w radiach i przybytkach podobnego autoramentu chyba nie zdarzylo mi sie nic wygrac. a tu sobie wyslalam smsa i najwyrazniej przypadl pany prowadzacemu do gustu bo oddzwonil i pogadal i w efekcie mam 2 bilety na special screening of Dream Girls movie na jutro. mrrrr :) akurat przed wyjazdem se pojde na randkie za darmo z moim szacem :)


nie uda mi sie wyspac.

i tak zle i tak niedobrze. ja sie po prostu z zima nie lubie. nawet jesli nie jest zimowa. wczoraj poszlismy sobie na “nocne” lozko sie poprzytulac, no i sobie zasnelismy. po prawie 6 godzinach obudzilismy sie, poczlapalismy na dol, poczytalismy newsy, backlogi, przywitalismy wracajacych z knajpy Merdych (a bo nie wspomnialam, sobie po drodze wstapili i zajeli czerwony pokoik), ostatkiem sil udalismy sie do lazienki na wieczorne ablucje i padlismy z powrotem w posciel. i co? oboje dzisiaj zaspalismy. i nie wiem jak Mru, ale ja jestem wykonczona. tak wykonczona ze mam ochote zwiesic szczeke do polowy jak jakis niedorozwojek i patrzec tepo w sciane. nawet bardziej tepo niz Bernie na mnie z reguly.

z innej manki. w poniedzialek mialam review, powiedzialam szefowej ile sobie zycze pieniazkow dostawac, na co zbladla i powiedziala ze musi to przedyskutowac z glownym szefem. ale jakos nie sadze, zeby miala wybor. jesli ja odejde, to Bernie zostanie sama. i nie bedzie nikogo kto moglby wytrenowac nowa osobe. wiekszosc wiedzy o systemie i pracy w biurze na dole zaginie razem z moja skromna osoba. wiec czekam co oni powiedza :)

a w piatek do polski. posluchac calej prawdy o mojej nadwadze, kolanku, drugim kolanku i tak dalej. miodzio.

a. i wczoraj zadzwonilam do pani ze schroniska, ze chcemy dwa kotki. i pani ze schroniska jak ja wroce z polski to przyjedzie do nas na wizyte domowa, zeby sprawdzic, czy jestesmy godni posiadania dwoch kotow. prosciej byloby zrobic sobie dziecko, ale ja nie wiem no. z jednej strony czuje ze jeszcze nie, bo nie ma pieniazkow, bo to wynajety dom i w ogole, z drugiej wiem, ze dzieci sie da wychowac przy znacznie mniejszych zarobkach niz nasze i ze nigdy nie ma wlasciwego czasu i wiem ze ciezko mi bedzie powiedziec kiedys TAK TO TERAZ ROBIMY. wiec za pare lat moze po prostu zostawie to rosyjskiej ruletce :)

jak to jest z tymi dziecmi? jest taki moment ze sie wie ze sie chce? czy sie chce jak sie wie?


Picasa

spiesze poinformowac, ze starego dobrego ACDSee zastapila u mnie na komputerze Picasa.  produkt googlowy do zarzadzania i lekkiego edytowania fotek. mniami. dodatkowo ma zintegorwany wysylacz do webowego katalogu. katalog ten pono tez ma RSS jakbyscie chcieli. i moglabym w sumie dodac htmlowy buttonik do bloga z danym albumem, ale poniewaz albumow bedzie przybywac, a mnie nie bedzie sie chcialo updatowac, to podam tylko linka. o tu bozia wystawia swoje dokonania D40 :) (z wyjatkiem albumu probnego wykonanego d80 z potwornie ciezkim rurem pelnym swiatelek.

http://picasaweb.google.com/satinee

tak naprawde to to, ze niektore fotki sa niedolegliwe estetycznie zawdzieczacie slepemu trafowi, gdyz tak do konca jak zrobic ladna fotke to ja nie mam jeszcze pojecia. szczerze mowiac, jestem blisko poczatku drogi.


mutanctwo cholerne

no tak. pisalam juz, ze mamy problem z myszami, nie? no bo w sumie to problem jak problem, ale miewamy myszy. czasem dosc duzo. w jesieni codziennie byla pulapka pelna martwej myszy. potem sie uspokoilo (myslellismy, ze skoro zimno i przestalismy otwierac tak drzwi na ogrod to przestaly wchodzic ogrodem…

kilka dni temu Mru przyuwazyl myszke w “kantorku” pod schodami, gdzie trzymamy zapasy pozywienia oraz serwer. no to pulapka. nastepna. nastepna. zdecydowalismy zakleic wielka dziure (idaca zapewne prosto w ziemie z dzdzownicami i tak dalej). w tym celu Mru wywala wlasnie zawadzajace na podlodze rzeczy. i co? myszki oprocz poprobowania czarnego makaronu (z seafoodem, wiec stal bo ja nie lubie) i zapewne mak i ryzow wszelkiego autoramentu, zrobily sobie sliczna dziurke w duzym worze i wyzarly 6 (tak, szesc!) kilogramow suchego kociego zarcia typu Whiskas.

Kurtyna.


moving on?

no to bomba. wczoraj Anne-Marie, ta nowa pani co mi sie z nia zajebiscie pracuje sobie powiedziala ze odchodzi. w piatek. i zostane znowu z debilka Bernie.

oczywiscie w momencie, gdy Anne-Marie powiedziala ze odchodzi, to mnie od razu wrocily zeby na Bernie. zaczelo mi przeszkadzac ze mlaska szczeka, ze jej oddech smierdzi jakby jadla kupe i ze zadaje pytania, ktore 10latek mialby po tylu miesiacach zaprogramowane w najglebszym zakamarku jazni.

no i co bozia zrobila? wczoraj wyslala kilka cv do agencji. dzisiaj po drodze do pracy dorwala mnie juz jedna z pan z agencji zeby sie umowic na poniedzialek na interview. w ten sam dzien, gdy bede miala spotkanie z szefami azeby przedyskutowac dlaczego maja mi placic prawie tyle samo co brokerowi z wieloletnim doswiadczeniem :) a jak nie beda chcieli placic bardzo duzo, to takich co placa tak w miare porzadnie to ja znajde gdzie indziej i bez tej presji.

to tyle na teraz bo mam zapierdol.