MagDee’s World


Archive for November, 2006

niewesolo

no i tak. bylam dzisiaj w szpitalu (parking platny €2.40 za godzine, bywa, ze czeka sie i 8). wizyta (Government Levy €60, ale maja oddac, bo mi powiedzieli, ze mam sie zglosic na emergency mimo, ze to juz pol roku trwa, no i pan doktor mnie wyslal z powrotem do GP) przebiegla pomyslnie, pacjent umarl. w sensie opadlo mi wszystko. okazuje sie najprawdopodobniej ze mam zerwane/meganaderwane wiezadlo krzyzowe ( z moich grzeban internetowych wynika, ze to przednie jest). wymaga co najmniej wjechania tam z wziernikiem a na mnostwo procent operacja rekonstrukcji kolana. biorac pod uwage, ze pierwszy wypadek, ktory to spowodowal mial miejsce 10 lat temu, a z tego naderwania nie moge wyjsc od pol roku, wnosze, ze pewnie dodatkowo uszkodzilam sobie chrzastke oraz kosc w kolanie.

wiec teraz bede musiala poleciec do polski i nie wiem ile czasu tam spedzic, zeby to zrobic wszystko. ze sie boje, to chyba jasne jest. poza tym strach mi tu zostawic Mru ze wszystkim na glowie, dodatkowo bez mojej wyplaty (w mojej firmie nie placi sie za dni chorobowe). Mru mowi, ze to fajnie, bo schudniemy nie majac pieniedzy na jedzenie, ale ja swoje wiem.

w zwiazku z tym w najintensywniejszym okresie dla choru tez bede musiala wziac sobie przerwe. oraz isc do szpitala zalatwic sobie kule, bo mam nie obciazac tego paskudnego kolana. nie lubie go.

i w dodatku jest poniedzialek.


diet time

zaczelam sobie przeszkadzac brzuchem w lezeniu na biurku. poza tym znowu mi sie leciutko przekrecilo kolano. mam dosc i czas na diete. poniewaz ciagle nie moge cwiczyc, zostalo mi cholerne niejedzenie. niestety, trzeba to bedzie zrobic, bo juz sie ze soba mecze. ze nie wspomne o Mru, ktory zaczyna troszke inaczej posapywac, jak sie na nim uwale :)

a na poczatku stycznia jadziem do Mruowych rodzicieli. baaaaacznosc :)

mogliby juz kurwac wymyslic quarterpoundera, ktory smakuje, ma konsystencje quarterpoundera ociekajacego tluszczem, a nie ma kalorii. i tak samo ze spaghetti, chlebem i kilkoma innymi pysznidlami.


no pobudzili sie…

… glowki powystawiali, a to jeszcze nie wiosna przeca. no dobra, to bede pisac dalej.

i nawet oszczedze wam dokladnego opisu Mru w szlafroczku i bez. a od wczoraj mi sie przykleil do mozgu.

tak jak pioseneczki z przeroznych kreskowek i bajeczek emitowanych w polskiej telewizji, gdy Mru walil lopatka kolezanki w piaskownicy.

krotka refleksja: mam wrazenie, ze niedlugo czas bedzie zrobic Mruowi siostrzyczke albo braciszka. Moliki jak przyszly z corami to tlumaczyly, ze wtedy sie dzieci lepiej chowac w stadku (ja i tak uwazam, ze najlepiej chowac dzieci pod kaloryferem).

ale ja mam podstawowe pytanie. czy Szpak ma juz rozowe tiule?

i chcialam powiedziec, ze wczoraj obejrzelismy sobie Skazanego na bluesa (wzbranialam sie przed obejrzeniem tego filmu przez prawie pol roku) w towarzystwie popcornu maslanego i coli. popcorn i cola byly dobre. film… hmm. jesli nie jestescie mega zdesperowani i zanudzeni na amen to sobie podarujcie.


krociutko

a najgorsze jest to, ze mimo ze w nikim nie wyzwalam ochoty na komentarze, refleksje i takie tam, mimo ze czuje sie czasami, jakby tego bloga czytal tylko Mru, ktoremu i tak to wszystko wieczorem drugi raz opowiem…

to chyba nie umiem juz przestac.

czuje jakas absurdalna odpowiedzianosc za kontynuowanie tego sprawdzianu systematycznosci. podle :)


kolejny poniekurwadzialek

ale za to po calkiem fajnym weekendzie. w piatek na koncercie popsulam sobie gardlo dokumentnie, wiec mialam wymowke, zeby nie spiewac na mszy. dzisiaj tej samej wymowki uzywam, zeby nie isc na probe. bede sobie w tym czasie instalowac simsy na nowiutkim systemie (tak tak, wrocilam do windows xp z podkulonym ogonkiem po tym, jak mi sie ustawienia karty graficznej w simsach nie chcialy dostosowac ladnie i po tym, jak sie okazalo ze istnieje jedna. jedna kamerka, ktora dziala pod winx64 i to NIE jest moja kamerka).

poza tym chcialam ponarzekac, ze kupi czlowiek oryginalna gre. gre, ktora wczesniej sobie sciagnal. i co? i oryginalna nie dosc, ze nie czyta cd (raz na 50 razy chyba, wczoraj sie nie udalo) wiec nie moge jej zainstalowac, to jak zainstalowalam ja poprzednio na win x64 to w polowie drugiej sprawy sie przelaczyla plynnie na jezyk francuski (bez opcji powrotu do angielskiego). o ile cenie sobie okazje do nauki nowych slowek, to gra CSI, w ktorej duzo zalezy od opisu nie jest moim wyborem do nauki jezykow obcych.

info dla tych, ktorzy nas nie odwiedzaja a powinni: zmienilismy zaslony w living roomie. na kremowe. jesli przyjdziecie i beda czarne, to znaczy ze BARDZO DAWNO NIE BYLISCIE u nas. o. nie, zebym cos tegez.

bylismy w weekend w B&Q, takim do it yourself wielkim hangarze. i ja chce wlasny dooom i najlepiej go sama zbudowac i wszystko ladnie montowac do wyboru do koloru tak jak tam bylo. wszystko takie nowiutkie czysciutkie blyszczace i w ogole. chyba mam etap budowania gniazdka albo cos. ale w ciazy nie jestem, jakby co :) nadal uwazam, ze moje potworne geny powinny zaginac :>. moze adoptuje jakas wrzeszczaca malpeczke albo cos, hy hy.

swoja droga zna ktos email do matuli kotuli? bo bym chciala nadal czytac nastroje1 a sie zastrzegla, uoffca jedna.

a dzisiaj mam duuuzo roboty, wiec pewnie jeszcze jakis wpis wysmaze ;)

i karmic mi kotka do cholery, bo chudnie w oczach.