no i tak. bylam dzisiaj w szpitalu (parking platny €2.40 za godzine, bywa, ze czeka sie i 8). wizyta (Government Levy €60, ale maja oddac, bo mi powiedzieli, ze mam sie zglosic na emergency mimo, ze to juz pol roku trwa, no i pan doktor mnie wyslal z powrotem do GP) przebiegla pomyslnie, pacjent umarl. w sensie opadlo mi wszystko. okazuje sie najprawdopodobniej ze mam zerwane/meganaderwane wiezadlo krzyzowe ( z moich grzeban internetowych wynika, ze to przednie jest). wymaga co najmniej wjechania tam z wziernikiem a na mnostwo procent operacja rekonstrukcji kolana. biorac pod uwage, ze pierwszy wypadek, ktory to spowodowal mial miejsce 10 lat temu, a z tego naderwania nie moge wyjsc od pol roku, wnosze, ze pewnie dodatkowo uszkodzilam sobie chrzastke oraz kosc w kolanie.
wiec teraz bede musiala poleciec do polski i nie wiem ile czasu tam spedzic, zeby to zrobic wszystko. ze sie boje, to chyba jasne jest. poza tym strach mi tu zostawic Mru ze wszystkim na glowie, dodatkowo bez mojej wyplaty (w mojej firmie nie placi sie za dni chorobowe). Mru mowi, ze to fajnie, bo schudniemy nie majac pieniedzy na jedzenie, ale ja swoje wiem.
w zwiazku z tym w najintensywniejszym okresie dla choru tez bede musiala wziac sobie przerwe. oraz isc do szpitala zalatwic sobie kule, bo mam nie obciazac tego paskudnego kolana. nie lubie go.
i w dodatku jest poniedzialek.