MagDee’s World


Archive for September, 2006

wrr wrr

z irca wziete. wiecej nie bedzie bo mi sie rece trzesa.

[22:34] * Boska sie czuje podle oszukana. Boska naprawde jak drze jape to spokojnie przekrzykuje 20 osob spiewajacych dosc glosno.
[22:35] a na plytce slychac, jakbym miala mikrofon w dupie. bo dzwiekowiec ma w studio glosniki wieksze od samochodu i pewnie u niego bylo slychac.
[22:36] jak mi przejdzie to pewnie sie pociesze z tej plyty, na razie stwierdzam ze kilka miesiecy wytezonej pracy w dupe jeza poszlo i na chuj, lepiej by zabrzmialo zebrane z koncertu. aparatem fotograficznym z micem.
[22:44] Boska: *głask*
[22:44] murkmurkmurk
[22:47] zez kurwa mac KURWA MAC no.
[22:47] teraz bede musiala kazdemu spiewac na zywo zeby udowodnic ze slychac mnie dalej niz 30 cm
[22:47] i mialo to brzmiec powerful i mad
[22:48] mad jestem ja, a powerful jest moje poczucie przyzwoitosci, ktore nie pozwala mi zadzwonic do szefowej i zwymyslac tej calej instytucji w kurew czterdziesci.
[22:49] tak. teraz bylby dobry moment, zeby pisac na bloga, ale chyba mi sie nie chce.

no i faktycznie mi sie nie chce. dobrze chociaz, ze jutro lecimy do Polski. i zobacze Mame i Tate!


no i znowu wieki mnie nie bylo

aaa… bo wiecie co… ostatnio moje zycie ma wewchuj uroku i mnostwo sie dzieje… ale z doswiadczenia wiem, ze relacje ze szczesliwego pozycia rodzinnego sa nudniejsze niz pokazy slajdow z wakacji.

kilka tylko przemyslen:

mam szczescie, ze w moim zyciu zawsze zmienia sie cos wtedy kiedy powinno, dzieki temu jest straszliwie niewiele rzeczy, ktorych zaluje, ze zrobilam badz nie. i tak: jak zylam/mieszkalam sama to uwielbialam to, zupelnie nie zyczylam sobie i nie tesknilam za Significant Other ani nic z tych rzeczy. czerpalam sobie garsciami z takiego samotnictwa. i dzieki temu nie mowie “nie wiem, jak ja moglam bez ciebie zyc” do Mru. bo ja wiem doskonale. i to bylo przefajne zycie dla tego czasu i tej osoby, ktora wtedy bylam. i teraz wiem, ze to zycie jest idealne dla tej osoby, ktora sie stalam. nigdy nie bylo mi zal, ze inni sie maja do kogo przytulic (pomijam chwile slabosci, no babskie takie, w dlugoterminowym rozrachunku mowie) dlatego teraz nie zal mi osob, ktore wybraly/przyszlo im akurat wiesc zycie bez drugiej polowki.

ba. kiedys sobie nie wyobrazalam siebie dzielacej zycie, a co wazniejsze loze z kims. zycie, bo kompromisy. bo zaleznosc. bo koniecznosc bycia odpowiedzialnym za dwoje (ja z natury nadopiekuncza jestem, Mru sie moze poskarzyc. w sensie moglby, gdyby sam sie wreszcie wzial i zaczal pisac bloga :>) . a loza? hue hue hue. ci co mnie znaja wiedza, ze nie chodzi mi tu o zachowanie czystosci do slubu bynajmniej. a na przyklad o chrapanie, o palenie swiatla. moje lozko bylo zawsze moim sanktuarium (pelnym “darow”: talerzykow po kolacyjkach, lupinek po orzeszkach, stosow ksiazek, klawiatur i tym podobnych). a teraz mam chrapiacego niedzwiedzia, ktory sciaga czasem ze mnie koldre, ktory wstaje rano wczesniej ode mnie i dzwoni budzikami… i kurde wiecie co? to tez fajne jest :) w sensie no. sredni ma urok pilowanie tepa pila drzewa (z okazjonalnymi bezdeszkami), ale jest przezywalne i po paru godzinach piana z ust i wscieklosc mijaja i ustepuja miejsca zwyklemiu obslinieniu i rozanieleniu obecnoscia cieplutkich mocnych ramion (niekoniecznie swoich wlasnych).

aha. i metoda sloja z piaskiem sie sprawdza. wystarczy ustalic priorytety i wtedy wiadomo, ze kamieniem bedzie Mru i najpierw on ma miejsce w zyciu moim, a sprzatanie lazienki to piaseczek, ktory zmiesci sie w tym zyciu tylko w miejscach, ktore nie sa zajete przez Mru. i ja nawet probuje to wprowadzac w zycie. i udaje mi sie, jesli pamietam. i tylko czasem musze sie wkurwic na kolesia, zeby posprzatac miesieczne zaleglosci, bo jakkolwiek standardy czystosciowe mam BAAAAAAAARDZO niskie, to jednak istnieja one.

aha. a w pracy ta laska co mnie trenowala jak przyszlam to sobie postanowila odejsc i wyjechac do domu do nowej zelandii. dziwka. ale z drugiej strony beda mi musieli dac dostep do internetu.. :) no i bede najGOWniejsza w pokoju, bo Bernie, stara pinda taka jedna przyjeta ze 3 miesiace przede mna wie w tej chwili mniej niz ja po 2 tygodniach pracy. i nic nie zapowiada, ze stan jej wiedzy zmieni sie trwale (nie licze 5 minut po kazdej z moich wyczerpujacych odpowiedzi na jej powtarzajace sie pytania). teraz roztrzasam, czy zostac przy moim biurku, czy przeniesc sie na biurko Carli, zeby wyraznie zaznaczyc zmiane statusu.

dodatkowo donosze, ze moje kolanko po raz ktorys tam probuje wyzdrowiec. tym razem postanowilam mu nie przeszkadzac i zrobilam sobie przerwe od choru (okazjonalny koncercik to prawie co nic, nie?). dodatkowo, niedlugo powinna ruszyc moja stronka magdee.info gdzie bedzie prosto i skromnie, za to wygodnie i calkiem mojo. no to tyle na razie. aa. i w ogole w pazdzierniku wychodza SIms 2 Pets. bede miala hodowle kotow!!!!!!! domek RURZOWY juz usimsilam. zrobilabym zrzuty ekranu i wystawila tutaj, ale nie umiem.

i w ogole za poltora tygodnia lecimy obra Mruy my do polski. macac sie po przeszlosci bedziemy :)

no to sija :)