MagDee’s World


Archive for May, 2006

ruszylo!

RUSZYLO! mamusia rusza jednym miesniem w sparalizowanej nodze! takim waznym, od wstawania. i to nie ze jakies skurcze drgawkowe, calkiem wyraznie i na komende potrafi go napiac! tata kopciuszek moj kochany od brudnej roboty wzial w obroty mamulke i cwiczyli cwiczyli cwiczyli do upadlego, ale o dziwo mamusia nie upadla, tylko wrecz wstala prawie sama powolutku! nie zeby do maratonu od razu, ale jest to poczatek pieknej przyjazni miesni lewej strony z druga polowa mozgu. oj no nie wiem jak oni to robia, ale wiedza co robia. a tata spedzil duzo czasu na stymulujacej rozmowie z mamusia, wiec teraz juz bedzie tylko lepiej. gdyby nie to, ze rozchorowalam sie (tak, se myslalam ze jestem taka irlandka i po basenie moge biegac z mokrymi wlosami w srodku nocy po dworze, no to se teraz mam, ofiara cieplego chowu) wiec i tak smarkam wodospadami to bym sie chyba poryczala.

przy okazji nadmieniam, ze szukam pracy, ludzie mnie chca, moge sobie wybierac, co bardzo dobrze dziala mi na psyche. na taze psyche oraz na some dziala rowniez fakt niezaprzeczalny, ze w niedziele o 17:10 Wielki Mru wyladuje planowo na lotnisku Dublinskim. czy zostanie on obsciskany na lotnisku, czy przywitany u progu ex-RURZOWEGO domku to sie okaze, w kazdym razie obawiam sie, ze mimo ze wzielam tydzien urlopu po przylocie Mru to nie bede miala zbytnio czasu, zeby sie bawic w bloga :) a. trudnosci moze takze dostarczyc fakt, ze w domu NADAL nie mam sieci. juz mnie to nawet przestalo wkurwiac, co jednoznacznie dowodzi prawdy stwierdzenia, ze do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. skoro JA egzystuje bez sieci non-stop pod palcami, to wszystko jest mozliwe.

aha, nie wiem czy tu sie chwalilam, ale zostalam dosc czynnym czlonkiem ekskluzywnej silownio-cwiczeniowni, damn jak to na polski… gym. gym jest to. ma baseny i jacuzzi i sprzety i trenerow i wogle tez ma. do tej pory tylko plywalam i plawilam sie w jacuzzi oraz raz bylam na aqua aerobic, a w piatek pani trenerka mi dostosowala program zrzucania wagi i mam 2-3 razy w tygodniu wbiegac na wzgorza, pedalowac, wioslowac, wyciskac i brzuszkowac. i do kurwy nedzy dokladnie tak zrobie. skoro moja mama ma sie przekonac do zadawania sobie bolu i przekonania ciala do pracy, to ja musze dac jej dobry przyklad. no i nie oszukujmy sie, bardzo mi sie to przyda :)

musialam ostatnio ocenzurowac bloga z przyczyn, o ktorych nie bede pisac, bo tez bym je musiala ocenzurowac, ale chcialabym BARDZO. BARDZO zajebiscie mocno okropnie podziekowac ludziom, ktorzy wspomogli mnie finansowo w walce o mamy zdrowie. pomogliscie takze dwojce zalamanych ludzi (mua oraz papa) odzyskac wiare w obcych ludzi i w to, ze w tym pierdolonym swiecie ktos naprawde czasem robi cos bezinteresownie. (again, gdyby nie katar, to pewnie bym ryczala). nie wiem naprawde jak wyrazic wdziecznosc, ostatnio nie mialam zbyt wielu powodow do cwiczenia, ale ja naprawde jestem bardzo wdzieczna i byc moze zdarzy mi sie jeszcze kilkakrotnie dziekowac tu i owdzie WAM wlasnie. i tym, co by chcieli a nie moga tez dziekuje.

no to juz chyba serio wszystko na dzisiaj, zatopie sie zaraz w homautiszne szepty na skype z Wielkim Mru, wiec chyba rozumiecie, czemu mi sie spieszy :>


i nico i wszystko

i nie komentowaliscie poprzednich wypocin i mi poszlo po samoocenie i ja sie teraz zamkne w sobie, no mowie wam.

z tego powodu powiem wam tylko, ze najprawdopodobniej niedlugo zmienie prace, wlasnie zaczelam szukac i jutro mam 2 interviewy. internet niby mam miec przekazany 17go-18go ale chuj go wi, jak to zwykle. ponadto po cichutku powiem, ze moze Mru sie niedlugo do mnie przyklei :) milego dnia :}


czerwone oko mruga groznie

czerwone oko routera stojacego w domu i wielki napis na wyswietlaczu telefonu (podlaczanego do LANu) “waiting for the call agent” swiadcza o tym, ze sprawa otrzymania przeze mnie zestawu sieci domowej posunela sie. posunela sie i ustapila miejsca czekaniu na zielone swiatelko w routerze, ktore sprawi, ze automagicznie zadziala telefon, internet i swiat stanie sie generalnie piekniejszy.

wczoraj bylam na basenie. ba. na basenie. w Total fitness Sandyford (jakby ktos mial blisko to bardzo polecam. mniam mniam, z Luasa tez nie jest specjalnie daleko). a to caly gym jest z silownia bajerami roznymi programami basenem, sanariami, solariami, saunami roznowatymi, basenikiem foot-spa i najwazniejsze - basenem do hydroterapii, w ktorym w cieplusiej wodzie czlowiek siedzi a boubelki robia mu dobrze. albo strumien wody, ktory zmeczonemu karkowi boskiemu dal przyjemnosc prawie ze orgazmiczna. a boubelki wymykiwuja z roznych otworow i mozna sobie siedziec stac albo gdzie indziej lezec i dac sie obmacywac powietrzu. innym pewnie to masuje miesnie, u mnie dostep do miesni jest mocno ograniczony, wiec na razie wytrzeslo mi tluszcze i cellulitis. tyz piknie. no wiec jest tak. bozia wlazi do basenu, przeplywa sobie zabencja, coby nie chlapac 4 dlugosci, potem idzie sie wytrzasc, wraca na kolejne 4 dlugosci, wytrzasanie i tak do zmeczenia materialu (wczoraj bozia przegrala z basenem, zmeczyla sie pierwsza). jutro powtarzamy ten manewr tylko wczesniej udamy sie w stroju malo reprezentacyjnym do czesci, gdzie chodziki, biegaczki, rowerki, wyciskarki i te inne. jeszcze by sie bozi rozciagarki przydaly. anyway, ciekawe ile wytrzymamy.

za to ciekawie sie poczulam “po” bo generalnie chcialo mi sie jesc, ale stwierdzilam ze nie po to sie tak meczylam, zeby teraz nadrobic kalorie. o. wrocilam do domu i wrzucilam CSI Miami na monitor, ale bylo takie zalosne, ze zasnelam sobie niczym suselek okolo 9 chyba, sms od Mru obudzil mnie z kilkugodzinnym opoznieniem (ale dam sobie glowe uciac, ze obudzil mnie sygnal smsa) po ktorym przeturlalam sie po schodach na katafalk i tam poleglam.

w tym miejscu sobie pozwole wykurwiscie serdecznie podziekowac ludziom, ktorzy wplacili pieniazki na konto moje polskie, moj wlasny duzy ojciec przyznal sie, ze sie prawie poplakal ze wzruszenia oraz ze chyba zmieni troche zdanie o obcych ludziach. na znacznie lepsze :)

dziekuje wam bardzo!

na razie story jest takie, ze mamelka bedzie w tamtej klinice ok 6 tygodni. trening umyslowy daje rezultaty, mamuska uzywa prawie w 100% komorki smsujac sobie do mnie radosnie, czasami z 2 dniowym opoznieniem, a czasami piszac kilka kawalkow wyrazow zlepionych w jedno niezrozumiale robactwo, ale HA! cudownie sie otrzymuje znowu smsy spod mamusinego numeru. fizycznie poprawa jest taka, ze mamusiek znacznie lepiej radzi sobie ze wszystkim, siadaniem, jedzeniem i tak dalej, tata sie zaklina ze jak ja polaskotac w stope to rusza duzym palcem u nogi, natomiast jeszcze nie ma widocznego efektu dzialania miesni. sama procedura polega na tym, zeby dzialajaca czesc mozgu zaczela wladac ta strona ciala, ktora podlegala wczesniej czesci niedzialajacej, a to troche trwa. nie wiem jak daleko pojdzie rehabilitacja i jestem niecierpliwa czekajac na efekty, ale potem sobie przypominam, jak lecialam do polski nie majac nadziei na nic ponad mamusi byciem roslinka… wlosy na plecach Mru jeza mi sie jak sobie o tym pomysle.

jeszcze raz dziekuje tym, ktorzy pomogli-pomagaja-pomoga. rzadko mam okazje byc tak wdzieczna :) to mile jest ;)

a zeby nie bylo az tak potwornie rozowo i puchacie to powiem, ze mam dosc pracy w swoim miejscu pracy i jak tylko bede miala siec w domu to sie zabiore solidnie za szukanie innego miejsca. moj szef byl kiedys dla mnie wyrocznia i swego rodzaju przyjacielem, a teraz zostal szefem i to dosc podlego sortu. i tak sie zmienil wobec wszystkich. nie daje sobie rady z ta zmiana rol, wiec chyba czas powiedziec papa jemu, dosc sympatycznej pensji i srodowisku ksiegowych.

i ciagle czekam na go.. mru :}


chuj dupa kurwa cipa.

w tytule - slowa uroczej piosenki.

a wlasnie sobie skasowalam w 3/4 napisany piekny wpis o tym jak to malowalam dol domu z pomoca Ogra czasami. no i nie chce mi sie pisac od nowa .to napisze tylko ze slicznie wyglada magnoliowy dol domu. teraz jeszcze gora, lazienki, patio… AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA. i wracam pracowac.


CSI 3 Dimensions of Murder

Otrzymalam wczoraj w lapki swoje CSI 3. Po 2 poprzednich CSI Las Vegas i jednym Miami slinilam sie na ten tytul potwornie. Lekkie przerazenie mnie ogarnelo kiedy obejrzalam screenshoty na sieci… te postaci jakies animowane z tylnymi zebami blyskajacymi z dziur ustowych i odcieniami ciala jak u nieboszczykow… zaczelam marudzic krewnym i znajomym, ze pewnie zagadki slabe ze pewnie grafika dobra i tak dalej. i co? i chuja. zagadki slabe, prawda, ale grafika wkurwiajaca dokumentnie. ja nie mam najslabszego na swiecie sprzetu, a ladowanie miejsc zajmuje znacznie wiecej czasu niz niecierpliwy sprawdzenia swoich teorii gracz moglby komfortowo wytrzymac. postacie starych znajomych z csi sa potworne, zadno niepodobne do siebie, wiec tym bardziej przy nich zabawnie-wkurwiajaco brzmia ich glosy (acz mam wrazenie ze Sara Sidle nie mowi za siebie, albo bardzo jej nie wyszlo…) zagadki sa na tyle proste ze po poltora rozwiazanej (na 5 w grze…) podnioslam sobie poziom do advanced i nic by sie nie stalo jakbym podniosla do expert (oprocz tego, ze znikneloby tagowanie, ktore akurat przydatne mi jest), bo rozwiazania sa na tyle oczywiste, ze w zasadzie znasz wynik i potem idziesz tropem evidence w zasadzie bezmyslnie. gdzie to szukanie odciskow (kazdy odcisk nawet jak go “nie widac jeszcze” jest widoczny z drugiego pokou, za to czasami trzeba obrocic przemiot potwornie wolnym obracaczem, zeby ten odcisk obejrzec)… no dobra. generalnie dla maniakow csi i gier detektywno-zagadkowskich jest to i tak “must-play” ale jak ktos nie jest maniakiem to polecam raczej pierwsze tytuly z serii CSI. a zagadki znacznie ciekawsze sa w serii starych gierek z cyklu Nancy Drew (wlasnie przechodze Shadow Ranch. bardzo mniami jest to odcinek). pozdrawiam gadzeciarsko.