MagDee’s World


Archive for March, 2006

no to zbiorka

no to sie zebralo. naprawde nie mam czasu, ale sie nalezy dogonic.

no to gonimy.

w domu da sie juz mieszkac. dla jasnosci podkresle po raz kolejny. ja go nie kupilam, ja go wynajmuje. inaczej sciany juz dawno bylyby czarne, naturalnie. w niedziele zaliczylam pierwszy obiadek proszony ugotowany w nowiukich garach i podany na nowiutkich kwadratowych talerzach. jakby ktos byl chetny na spaghetti to w sobote pewnie bede znowu robic :}

w pracy – pomidor sie odwdziecza za poprzednie czasy leniuchowania i zapierdalam tak, ze srednio mam czas podrapac sie w tylek, bo droga zajmuje mi za duzo czasu.

w sobote postawilam auto troche dalej w ogrod, bo mieli przyjechac znajomi (nie przyjechali, lipa, bo nie dali znac wczesniej i sie kisilam w domu wieczorem), dzisiaj rano jak do niego doszlam to sie malo nie przewrocilam… caly obesrany pticowymi gownami. a we srode przeglad. a auto bylo na myjni tydzien temu. damn. bede musiala recznie te kupsztale. i auto bede stawiac odtad pod samym patio. co dziwne, gdy auto nie stoi w tamtym miejscu nie ma ani jednego kaku. wredne te ptaszyska, kupie se dwururke i bede zastrzeliwywac z okien pokoju goscinnego.

ja glupia pinda oddalam jedna siec, bo druga miala przeciez byc juz juz. a glupiam dlatego, ze lata juz mieszkam w tym kraju i ciagle nie pamietam, ze nie ma nic juz juz. no i to jest chyba jedyny powod, dla ktorego w domu da sie juz mieszkac i jest ladniawo. bo nie mialam sieci w weekend. a nowy dodatek do simsow daje rade, ale nie az tak, zebym sie zakopala w kocyk na kilka godzin.

mama ma sie jakby lepiej, acz zmiany nie sa juz takie szybkie i widoczne jak na poczatku, niemniej jednak sa. tradycyjnie wielkie poklony dla mojego taty , ktory jest tam i czuwa i jako jedyny tak naprawde pomaga mamie dojsc do siebie.

poza tym ciagle czekam na Wielkiego Mru, ktory ciagle unosi sie wirtualnym duchem nad moja glowa i sama nie wiem skad ja biore tyle cierpliwosci, zeby sobie w miare spokojnie i bez spazmow czekac.

jak bede miala siec w domu to obiecuje, ze bedzie czesciej. i wredniej.

PS. to co? ma ktos te dwururke pozyczyc?


jak wolicie, szanowne czytactwo?

Wolicie jakis saznisty wpis raz na czas czy krotkie i mialkie opisy moich kupek ale co 1-2 dni? bo tak. jak sie przyzwyczaje pisac co jakis czas to potem mi umykaja rzeczy fajne, o ktorych zapomnialam. a codzienne krotkie… nie no. krotkie to niemozliwe. i tak mnie dopadnie fala dygresji. a jak wolelibyscie wy?


Wielki Mru posmarkal mnie dokumentnie.

[18:06:40] A Cuban, a Scot, a Polish, and an Irishman are sharing a
carriage on a train. The Cuban lights up this enormous Cuban cigar.
About 12 inches long, worth about 800 pound. Takes one short drag
from it and flings the cigar out the window. The other three look
at him in amazement and ask why he just threw out a full Cuban
[18:06:41] cigar. He replies, “I’m from Cuba, I have thousands of
those things back home”. A few minutes later the Scot pulls out a
litre bottle of Bells, Whiskey,a 50 years old bottle, worth a
fortune. He takes a short measure glass,half fills it, knocks it
back and flings the remainder of the bottle out the window. The
other three in shock, ask him why he just threw away a near full
bottle of fine malt Scottish whiskey, he replies, “I’m Scottish, I
have thousands of those things at home”. A few minutes later, the
Irishman throws the Polish out the window.
hm. I on sie tu wybiera :} wielkie musi byc jego uwielbienie do mojej skromnej osoby.

choc z drugiej strony oboje nie mamy sie czego obawiac. no niech nas ktos kurwac sprobuje podniesc :)


nowe poziomy desperacji. polacy won z irlandii!

ja wiem. ze w kraju zle. ze robi sie wszystko, zeby przezyc. bla bla bla. ale na boba… ja mam juz kurwa dosc znajomych moich znajomych kuzynow znajomych narzeczonych oraz ludzi, ktorzy przez 5 lat sie nie odzywali tylko po to, by naraz odkryc, jak bliska osoba im jestem, i jak oni sa mi bliscy. ze powinnam im ostatnia koszule… a wlasciwie to miejsce do spania. przylatuja hurtem prawie. zwiedzieli sie, ze nowy dom zaposiadam, wiec naturalnie wszyscy wychodza z slusznego zalozenia, ze powinnam go wykorzystac w 100% i kazdy jego metr kwadratowy obstawic jednym znajomym znajomego. no ludzie miejciez litosc! ja wiem, ze pomoc mozna i tak dalej, ale primo: jeszcze NIGDY nie udalo mi sie pomoc komus i nie naciac sie na zmarznieta zmije, niezaleznie od tego co delikwent mowi i o czym zapewnia przed faktem. po fakcie gryzie w policzek (dupny), zostawia jad i zygzakiem spierdala. wiec mnie sie juz tego jadu przejadlo. ja juz nie chce i NIE, nie przenocuje ciebie ani twojej dziewczyny, bo zabraklo miejsc w hostelach. NIE chce wiedziec, ze twoj szwagier w poniedzialek wylatuje do Dublina wlasnie, w moje strony (tu wyczekujace zawieszenie konwersacji ze strony rozmowcy, no bo przeciez nalezy dac mi szanse pozbierania do kupy moich uchlanych guinnessem komorek i zaproponowania noclegu, ba, oddania wlasnego lozka (chyba do skrecenia, ciagle nie mialam czasu…) ). mam chora matke, sama jestem chora, przez 5-6 godzin dziennie usiluje posprzatac ten syf, a ze dom jest hangarem (tak, gdybym chciala, moglabym nocowac poltora murzynskiej wioski, ale nie kurwa chce), mam swoje zycie, niezalezne i zycze sobie pierdziec na dowolnym poziomie decybeli, biegac bez majtek po domu, dlubac w nosie i wystrzeliwac gluty na sufit. nie interesuje mnie ile ktos chce za to zaplacic (jak to zaplacic… polak? polakowi? nie pomoze? ze za kase wszystko?) i jakiej pomocy/uslugi zamierza mi za to udzielic. precz, cholery.

wyjatek stanowia ludzie normalni, ktorzy pytaja, bo nie wiedza, jak czlowiek ma dosc takich pytan, po czym grzecznie stulaja dziobki w temacie. TAKIM ludziom pomoge jak moge. daje numer komorki, kaze dzwonic w razie emergency. ale do domu obcych nie wpuszcze.

podac komus kamien?


moszcze sie w gniazdku

brak wody trwal przedwczoraj, jako ze wlasciciel domu z hydraulikiem stwierdzili enigmatycznie, ze “the system is the problem”. ba, jakbym nie wiedziala. a balcerow… tfu. w kazdym razie wkurwilam sie, przejrzalam, pomyslalam, to byly korki. zaraportowalam, wczoraj byl jakis szpecu od elektryki, nie wiem czy cos naprawial ale wieczorem chodzila pralka, zmywarka, bojler, komputer i lodowka a korki wywalilo dopiero jak wycisnelam pelna gabke wody do kontaktu :>

w kazdym razie ja (JA! Boska! najwiekszy balaganiarz swiata) wczoraj spedzilam na dosc chaotycznym (no, w koncu to nadal ja) odkazanio-sprzataniu kuchni gniazdkowej, co wymagalo akrobacji na wysokich barowych stolkach, bo te cholerne szafki ktos powiesil specjalnie po to, zeby Mru mogl tam chowac gazety z golymi kurami. w zyciu tam nie wleze ponownie. w kazdym razie zmywarka dziala, po dwoch jazdach z zawartoscia piekarnika i lodowki przestala posmierdywac zgnilizna. pralka natomiast dziala, ale jest paskudna, wydaje dziwne dzwieki, powiedzcie mi jak zepsuc pralke, zeby nie bylo widac, ze to ja zepsulam i zeby byla nie do naprawienia, hy hy. zalalam radosnie cala podloge brudna woda z miejsc mytych i chlupanych hojnie, jak to cudownie, ze po fakcie tylko ja kurwicy dostawalam jak wdeptywalam w kaluze noga w skarpetce :). zamontowalam tez wczoraj zupelnie nowy sedesik przezroczysty plastik z zatopionym w nim drutem kolczastym. MNIAMI, mowie wam :>

update dotyczacy mamusi – z raportow tatusia: delikatnie wieksza ruchliwosc glowy w lewa strone oraz zginanie reki w lokciu lewej odrobinke. acz w drugim przypadku nie mamy pewnosci, czy reka nie dostaje jakiegos przykurczu z opoznieniem. czas pokaze. w kazdym razie siedze jak na szpilkach w oczekiwaniu na dodatkowe newsy.

mam siec w nowym gniazdku, acz nie wiem na ile, bo nowego lacza jeszcze nie dali, ale nadal pisze z pracy. co wiele tlumaczy.

wczoraj zadzwonil koles z jakiejs kapeli ze potrzebuja wokalistki na 2-3 koncerty w tygodniu plus potem jakies wesela. mam sobie wybrac 6 utworow i pojechac na probe i pospiewac z nimi. ciekawe, jak to wyglada. pojade, a co :)