MagDee’s World


Archive for February, 2006

Matuli walki ciag dalszy

tak tylko krotko. matula dalej w spiaczce, zaczyna sie nieco ruszac, ma niedowlad lewej strony (wg lekarzy, ale skad oni to wiedza, jak ona ciagle spi), jest nikla szansa, ze wieczorem zacznie sama oddychac. kurwa, kurwa, kurwa.

obiecuje, ze wroce do swojego zwyklego marudzenia jak tylko przestane sie miotac. do tego czasu co niecierpliwsze duszyczki sa proszone o opuszczenie.

kurwa a mialo byc tak prosto i sympatycznie, stent w aorcie i do domu.


myslcie dobrze w strone mojej mamy

podczas zabiegu okazalo sie, ze sa komplikacje, jest maly zator w mozgu. niewiele wiem, bo jedyne zrodlo informacji to sms od smiertelnie zdenerwowanego taty. na razie wprowadzono mame sztucznie w stan spiaczki na 24 godziny i jutro ma ja obejrzec neurolog.

bardzo bym chciala, zeby ten wpis nie mial miejsca.


MEGA poniekurwadzialek

taki poniekurwadzialek. mama moja ma dzisiaj bardzo powazny zabieg prowadzony w okolicach serca, mam pietra, rzuca mna po biurze, ze nie moge tam byc i pomoc w zaden sposob. Wielki Mru walczy z biurwami calego swiata na tematy dosc powazne. moj szef ma jutro wielki dzien audytowy jego wlasnej firmy, biega pomidor ze wsciekiem macicy… w zasadzie wlasnie przestal bo wyszedl z biura. jest szansa, ze dzisiaj nie wroci. ale i tak bedzie nade mna zwisal zdalnie telefonicznie, jak znam zycie. cale szczescie dal mi zalegly czek, co oznacza, ze uda mi sie zaplacic za pierwszy miesiac w nowym gniazdku. poza tym pakowanie przebiega bez zaklocen. non-stop. spakowalam juz 4 pudla, z 4 walizy, jakies siaty a tu nawet pol pokoju nie jest puste. kiedy ja to wszystko zdazylam pozanabywac. ale przynajmniej wiem, dlaczego bez dzisiejszego czeku nie bylabym w stanie zaplacic za pierwszy miesiac w domku hy hy :)

w dodatku cierpie na pmsowe wahania nastrojow, przeto rozsadnie uprzedzam o koniecznosci zabarykadowania sie gdzies w australii najlepiej, jesli swiat ma wyjsc z tego bez uszczerbku.

aha. wczoraj bylam na zakupach w lidlu. nigdy kurwa wiecej. fu. wole przeplacac w tesco, miec muzyczke, szerokie i dobrze rozmieszczone alejki i dostep do wielu towarow, zeby moc sobie isc swobodnie pomrukujac lekki jazzik i na zakretach calowac sie z Wielkim Mru, niz gniesc sie ze stadem “polaczkow” typu bezmyslnego, co to dra mordy przez caly sklep ” MISIUUUUUUUUUUUUU A KALAFIORA CHCESZ? BO PRZECENA JEST” i koniecznosci czekania, az posprawdzaja, czy na pewno na zadnym z opakowan w pudle nie ma napisow po polsku. brak placenia karta jest w porownaniu z tym fraszka i igraszka, a sama sobie swiadkiem, ze bez plastiku to ja nawet gum nie kupuje. uwazam, ze po to on jest i kropka.

ponadto czuje, ze cos mnie rozbiera i nie jest to Wielki Mru. stawialabym raczej na wirusa/przeziebienie/whateva. zle zle zle bo koncert juz w sobote.
no to tyle, sprobuje cos jeszcze popisac, ale wszystko mi leci z rak w oczekiwaniu na wynik zabiegu mamy, na przeprowadzke, na Wielkiego Mru…


dysk usb

malusi Hitachi Travelstar 80GB cichusienki (laptopowy) w slicznej obudowie od YaaL (czarno-srebrna z niebieskim liskiem diodowym) wlasnie sie formatuje. koniec z wypalaniem rzeczy sciagnietych w pracy na plytkach! JUHU!


MAM DOM!

wynajelam dom! wyobrazcie sobie, dom, nie mieszkanie. za cene, za ktora ogladalam wczesniej jednopokojowe klitki. gdzie jest “catch”? dom jest nieumeblowany. brawo! wlasnie taki chcialam. zamowilam wlasnie lozko, rozmiaru king size (zdrada, king size w tym wypadku to 156cm wszerz, za to ponoc 212cm wzdluz, a to wazne, bo lozko ma sztachetki hy hy, a Wielki Mru zaposiada 190cm wzrostu i byloby milo, gdyby nie musial wystawiac stop przez barierki.

do domu klucze dostaje w piatek, 3.03. potem przyjdzie mi jesc tynk ze scian, co mi zle nie zrobi, a wrecz przeciwnie. no i bede sprzatac, myc, odkurzac i tak dalej. musze troche sciany odmyc, ale nieznacznie, poniewaz dom jest RURZOWY od dachu po podlogi, cholerny Barbie house :) ale chor juz sie zapowiedzial na “painting party” a landlord obiecal dac farbe biala. i bedziemy malowac. to juz jak Wielki Mru przyjedzie, zeby go przypadkiem nie ominelo oklejanie wszystkiego, co da sie zniszczyc warstwami folii :)

a w niedziele spiewalismy na mszy w kosciele, w ktorym mamy proby i byli Molikowie, dziekuje wam, jako i za kawusie po wystepach :)

to tyle w tej materii w tej chwili, bo jeszcze mnie lekko zatyka na mysl o tym wszystkim :)