MagDee’s World


Archive for January, 2006

Piorun piedrdzielnal mi w lepetyne

znowu usilnie i bardzo intensywnie staralam sie nic nie robic w weekend. wyszlo mi w polowie. w sobote spedzilam urocze w cholere godzin na pracy z kilkoma innymi tfurczymi membersami dgc (dublin gospel choir) nad wymyslaniem aranzacji do nowego autorskiego materialu, co to na ten nowy album ma wejsc. fajnie bylo, choc wlasciciel keyboardu moglby przyjac do wiadomosci, ze nie jest to koncert i volume tez nie musi byc takie… ale no co. kupil sobie nowego ampa… ma wybaczone.
a potem pojechalam robic sprezynki. po 3 piwach i jednym papierosie (bue, mam z glowy na nastepne pol roku) zabralysmy sie do robienia sprezynek. sprezynki wyszly bardziej w postaci rzeczonego pioruna niz Neneh Cherry, niemniej jednak image czarownicy zostaje zachowany bez dwoch zdan i to sie liczy. a sprezynki bedziem poprawiac w sobote czy jakos tak. dodatkowo nie dostalam podwyzki w piatek bo szef nie mial czasu i dzisiaj ma ze mna rozmawiac o moim performance (ciekawe, wspomni o spoznianiu czy nie?) i podwyzszeniu wynagrodzenia (ciekawe, zaczne dostawac za swoje 3 funkcje w firmie tyle, co inni za 1?). no to sobie tak siedze i mysle, czy by sie do niego nie wybrac. ale nie chce mi sie mu kadzic, ze jest najlepszym szefem, jakiego znam i tak dalej. o tyle jest to zalosniejsze, ze ja tak naprawde mysle :} no to ja moze jednak pojde…


I truchcikiem nadganiamy uciekajacy piatek

wczoraj nic. tak mi ten czwartek smierdzial piatkiem, ze postanowilam sie skumulowac. poza tym tak naprawde nic ciekawego sie nie dzialo. telefon do matuli przerwany 10 minutowym wywodem <bacznosc!> Pana Menadzera <spocznij> z serwisu Dell z przeprosinami odnosnie nieoryginalnie zapakowanego monitora i przekazaniem mi w dosc zawilych punktach co to on zamierza zrobic, zeby ten blad naprawic i dlaczego to trwa tyle a tyle i ze byc moze nie bedzie… po pracy poszlam donaprawiac jednej starej babie jeden stary komputer. dlaczego te raszple cholerne nie moga sobie wymienic kompow na w miare nowe i tylko trzeba im sztrykowac te smetne win98 i latac dziurska i ogladac te cholerne 14″ sloiki z rozdzielczoscia 800×600. ale milo sie pani przeleciec spybotem i pokazac, ze od momentu wywalenia skrotow do IE i zamontowania FF zadne gowniane -ware sie nie zamontowalo. i milo, jak taka raszpla patrzy na czlowieka z bezgranicznym uwielbieniem. szkoda, ze jestem zbyt uczciwa, zeby zdzierac z nich kase taka, jak miejscowi tfu “fuckchowcy”.

a wieczorem sie odezwala znajoma fryzjerka moja i jutro jade do niej robic sprezynki. co z tego bedzie – nie mam pojecia. pewnie to utrwale w pikselkach, nawet jesli 5 minut potem dokumentnie stepie maszynke do wlosow golac sie na standardowe 2cm :}


Dellowojna :}

racje masz, Scarbosso. bedzie malymi i z zolcia.

dzisiaj juz nagryzmolilam jeden wpis, dalam beta testerowi do przejrzenia, wrocilo bez ochow i achow wiec sobie dalam spokoj, bo byl na sile on ten wpis a nie beta tester. chcialam go nawet wyslac, ale mi sie FF obrazil i powiedzial “te, Boska, po takim czasie to ty sobie  dupe wsadz wpis, nie bede tu czekal z tym edytorem w nieskonczonosc”. no i w sumie dobrze, bo mam nowy. ze  starego tego niepublikowanego mam natomiast urywek. ze zacytuje:

monitor mi wymieniaja. nie no, fajnie ze jest mozliwosc, ze bezstresowo, ze w ogole, ale niestety operacje przeprowadzamy z mojego biura, wiec rano pakowanie calego majdanu i wrzucanie do auta i zaklejanie i w ogole bue. mam nadizeje, ze cholerne chlopki wymienia mi go dzisiaj, bo nie usmiecha mi sie ladowanie na biurko CRT po powrocie z proby (kolo 11pm).

no to mam. czy ja juz mowilam o Dellowskim serwisie i ich jednocyfrowym iq w dupe kopanym? no. to postanowili sobie zrobic dobrze i szybko i owszem, zadzwonil serwis, potem zadzwonil kurier ze jest pod drzwiami i ma monitor. bajera. no i przyniosl cos bez przyjaznego znaczka na paczce. i w ogole jedna paczka tylko. zdrada, poprzednio przyniesli trzy. osobne pudlo bylo na instrukcje obslugi a osobne na kabel zasilajacy. no i ja panu mowie ze czemu opakowanie nie jest z della a on mi ze aa spokoo luzik i tak wymienimy opakowania bedzie gites. otwieraopakowanie a tam zaslepka z polskim napisem jakims. zalalo mnie krwia, wiec nie pamietam co to za napis byl. a pod napisem dosc chujowo zapakowany w folie babelkowa monitor (ekran z od razu osadzona nozka), bez folii ochronnej dodatkowo na ekranie, jakos tak mocno chujato zapakowany w dodatku. powiedzialam panu, ze jakbym chciala uzywany monitor to kupilabym go sobie na ebayu i zeby go zabieral w szeroko pojete pizdu. pan zabral i poszedl. no to ja 15 minut na czekajce do serwisu. i tu trafilam na DRUGIEGO w miare rozumnego faceta w serwisie Dellowskim. panu od razu zrozumial, ze dostalam monitor juz rozpakowany i ja go nie chce i nie probowal mnie przekonac ze to nowy, tylko im sie pudla firmowe skonczyly. pan rowniez zapowiedzial, ze na nowy calkeim fabrycznie to ja bede musiala poczekac 5-10 dni roboczych. no to sobie poczekam. i teraz tak. albo bede targac ten panel do auta do domu podlaczac odlaczac przywozic i tak dalej, albo zostawie panel w pracy a w domu podlacze CRT (rowniez Dellowskeigo, zreszta calkiem fajny).

no zez w dupe ich parasolem i dobic martwym borsukiem… mnie juz o nic nie chodzi, ale no co za debile mysla, ze im to przejdzie. choc znajac irlandczykow to calkiem mozliwe, ze bardzo duzo razy przeszlo. no, ale te czasy sie koncza powoli, im wieksza konkurencja tym lepsza jakosc uslugi. no bo przeciez kupno monitora z Della to nie tylko kupno monitora z Della. to cos jak wyjscie rodzina do restauracji w niedziele. a przy serwisie Dellowskim to bardziej jak wyjscie ta rodzina do McDonalda w krawatach i najlepszych sukienkach.

czy wystarczajaco zolto na poczatek?

zdegustowana JA.


Marud wtorkowy z delayem poniedzialkowym

No tak. Wyglada na to, ze jak ze wszystkim, pobawie sie pare dni i mi sie nudzi. Dlatego sie biore i pisze. Tak o. Bo wczoraj byl poniedzialek. Sciagnelam sobie nowa gre – Still Life. Po przejsciu serii CSI jakos mnie nie wzrusza az tak, zdecydowanie wole nie marnowac oczu i czasu na animacje mojej postaci, skoro moglyby byc w zamian duzo lepiej zrobione faktyczne obrazki, na ktorych sie klika. Ale przejde, no co mam nie przejsc. Musze sobie jakos czas pozostajacy po pracy i chorze (spania nie licze, bo za malo czasu mi zajmuje, zeby sie lapac w statystyke) organizowac, po wyjezdzie Wielkiego Mru nie bardzo wiem co ze soba zrobic. A we wrzesniu jeszcze bylam w pelni niezalezna i absolutnie szczesliwa z tego powodu baba. No wiec sobie gram i ogladam CSI (drugi sezon Las Vegas, mam w cholere do nadrobienia :>) i czekam az przyjdzie dzien (gdzies tak w okolicach polowy marca), gdy zaczne sobie zajmowac czas pakowaniem i rozpakowywaniem maneli (przeprowadzka na swoje).

I generalnie czekam na wiosne. To nic, ze u mnie jest jakies +7 stopni aktualnie, dla mnie to nadal zima. Wiosna bedzie, jak przestane sapac z nienawiscia na mysl o wyjsciu na dwor. Wiosna bedzie, jak posprzatam samochod (za siedzeniem kierowcy usadzil sie Blob i rosnie od jakichs 3 miesiecy, juz wpelza spod siedzen na kanape tylna) i pojde sobie na spacerek po plazy bez obawy, ze wywieje mnie do Anglii.

Wczoraj olalam probe. Mam dosc oddychania stopami, dupa i wszystkim innym, posiedzialam sobie w domu, pogralam, pogapilam sie na Wielkiego Mru w kamerce i poszlam spac. Zle sie spi nie bywszy zakleszczona w morderczym uscisku dusiciela.

Na dodatek od wczoraj wrocilam na diete. Bo wrocilam do wagi sprzed pazdziernika, a to bardzo, bardzo zle. Matula_kotula mowila cos w blogu o diecie pieciodniowej, moze wyprobuje albo cos, jako boost do standardowej diety ZM. Tak wiec koniec z knajpowymi lunchykami, dzisiaj mam bananka, jabluszko, pol litra mleka co smakuje jak woda, litr wody co smakuje jak brzoskwinia i jogurt pitny, co smakuje jak <bacznosc!> wanilia <spocznij!>.

Moze wieczorkiem znowu cos poklepie. Jednak znacznie lepiej mi sie klepie monologi na ircu. Wtedy reakcja jest (jesli w ogole) natychmiastowa nakreca mnie na kontynuowanie wywodu. A tu se moge skonczyc jak se chce i nikt nie dopytuje na biezaco. *westch* to ja popracuje chwilke.


Batman Begins – review

LOG z irca klepany na biezaco przy ogladaniu “Batman Begins”

[23:41] a batman begins ssie od poczatku :> ale obejrze ;]
[00:07] bosz wypierdek z niedowladem miesni szczekowych…
[00:07] worami pod oczami
[00:07] i cudownie czysta, nieskazona mysla twarza.
[00:11] beznadziejne wyczucie planu w scenie z walka przeciw ninjom
[00:16]  bosz… oddajcie chociaz Vala Kilmera..
[00:20] niech on przynajmniej juz zalozy te maske, to moze nie bedzie tak razil ten niedomyk ust i ogolna pokracznosc..
[01:37] ze nie wspomne o kluczowym momencie pozbywania sie przeciwnika, gdzie batmanowi sie trzesie glosik jak 90latkowi…
[01:41] za to niuni w romantycznej scenie suty stoja tak, ze batmanowi by sie przydala zbroja, zeby sie mu nie wbily miedzy zebra…
[01:43] KONIEC
[01:43] chwala bezzebnym tchorzofretkom…

YaaL, dzieki za timestampy :>