MagDee’s World


Archive for the ‘picasa fotki’ Category

powakacyjnie

bylo sie na wczasach. o kurwa, ale to juz dawno bylo. wcale juz nie czuje, ze gdziekolwiek wyjezdzalam, ci glupi psychopsuje wiedza co mowia, jak mowia ze wypoczywac trzeba miesiac, zeby tak naprawde wypoczac. to niestety se ne da, bo w wielu firmach nie sa jeszcze psychopsuje zatrudniani i male mam szanse na mozliwosc wziecia miesiecznego urlopu, ale za to albo 2 tygodnie albo 3-4 dni. tak chyba lepiej, bo taki tydzien to ni w chuj ni w trabke. niby czlowiek sie zaczyna rozluzniac ale juz mysli o powrocie.

Portugalia jest sliczna, biale domki malownicze, w Lidlu jest Ice Tea, zarelko w knajpach tanie, dobre i duzo. Bez air-condition jednak nie da sie tam zyc. Probowalam sobie wyobrazic jezdzenie tam samochodem bez klimatyzacji i spanie w mieszkaniu przy otwartych oknach i na sama mysl krew mi wrzala bulgotem potwornym.

poza tym maja zmije. dobrze, ze o tym fakcie zostalam naocznie uswiadomiona pod koniec wizyty. jechalismy sobie autkiem w taka mala uliczke z apartamentami rozwazajac jak fajnie byloby mieszkac na takim wzgorzu z widokiem na ocean, gdy zobaczylam sporo przed autem cos wijacego sie wrednie po jezdni. mialo z 1.5-2 metry gdzies spokojnie i blyszczalo w sloncu. zostalam przymurowana do kierownicy i nie ruszylam auta, dopoki to wredne cos nie zniknelo w trawie. no bo przeciez moglo ugryzc Fistaszka (Forda Fieste) w oponke!!!

z faktow ciekawych pozostaje mi nadmienic, ze facet to jednak facet i gupi bedzie zawsze. moj blady jak sciana gipsowa chlop po latach chowania cielska w czarnych owijakach przez rok caly niezmiennie, postanowil, ze smarowanie sie czyms z filtrem w czasie pobytu na plazy i wielogodzinnego poszukiwania muszelek jest przereklamowane i w ogole bue. ja juz po paru godzinach w porannym sloncu (i obsmarowana od czola pod piety) zaczelam instynktownie szukac cienia, wiec zarzadzilam zwiniecie sie z plazy. zjedlismy sobie obiadek w cieniu, posluchalam jak to Mru sie nigdy nie poparza sloncem i ze sie po prostu zbrazowi. tya. wieczorkiem mielismy sie udac na impreze integracyjna wczasowiczow (€5 za lebka!!!). ani apetytu Mru nie mial, z pubu (100% angielskiego syfiastego i smierdzacego kurzem) zwialismy po 2 minutach. zaczelam sie na powaznie martwic jak Mru czlapal sobie zrezygnowany za mna i nawet nie marudzil specjalnie. w hotelu rozkwitl natomiast powaznym porazeniem slonecznym ze wszystkimi jego oznakami, ktorych wymieniac nie bede. powiem tylko, ze siedzialam sobie jak trusia na tarasie z laptopem i staralam sie nie oddychac za glosno, zeby zasnal i przestal sie meczyc i wypatrywalam babli, postanowiwszy, ze jak sie pojawia to jedziemy do lekarza. dzieki ci matulu moja za to, ze jestem (po tobie) nadopiekuncza kwoka i mialam ze soba wielka puszke Panthenolu i pojecie o obslugiwaniu chorych. w kazdym razie skonczylo sie na tym, ze poltora dnia spedzilismy patrzac jak skora Mrua zmienia kolory a do plazy palalismy lekkim wstretem.

dodatkowo dopadl nas strajk kierowcow, ktorzy odcieli stacje benzynowe od dostaw paliwa. naturalne. w ostatni wieczor zabawialismy sie wiec jezdzac naokolo i szukajac kropli benzyny, zeby dojechac autem na lotnisko nastepnego dnia. dlugo sie nie bede rozwodzic, w kazdym razie benzyne znalezlismy przy mega adrenalinie i przy komputerze pokladowym mowiacym, ze za 6km bak bedzie zupelnie pusty. potem w nagrode odwiedzilismy delfinarium i do domu.

potem wpadl w odwiedziny moj tata, ktoremu Irlandia pokazala swoje prawdziwe oblicze. deszczyk, sloneczko, co 10 minut zmiana pogody i wygladu nieba. bylo cudnie, wreszcie sobie pojezdzilismy, pogadalismy a i ja moglam powolutku wrocic do rzeczywistosci po wczasach.

wczoraj widzialam domek swoich marzen. oczywiscie jest to domek marzen polowy aktualnie szukajacych domow ludzi, wiec panstwo landlordzi beda wybierac i przebierac. mam nikle nadzieje, ze wybiora nas, wiec trzymac kciuki. jak nie, to naprawde trudno bedzie znalezc cos rownie perfekcyjnego. w tamtym domu nawet kolor i model kanap byl idealny.

to tyle na teraz, bo nie moge za duzo pisac, bo trzymam wszystkie palce, nie tylko kciuki…

a zeby nie bylo ze nie ma o kotach, to juz jest:

wygle kitehy

koticky mordulec z karmelem na brodzie

ze moi?

can i haz bellyrub pwease?

jedna kota drugiej kocie wsadzila do oka stope.

whatcha lookin at, moron!

nieudana proba wykonania zywego obrazu yin-yang

chuja tam nieudana. Kotylda jest zadowolona, wiec na pewno bylo fajnie.

 

urlop

wpis o wczasach pewnie sie pojawi, a jak nie to przynajmniej fotki sobie obejrzec mozna.