MagDee’s World


Archive for the ‘do wiadomosci’ Category

pan kotek jest chory

i siedzi w reclinerze. i o ile godziny w fotelu przed kompem i ps3 sa krotkie i dynamiczne, gdy jestem zdrowa, to gdy jestem hora jedna minuta idzie za druga w tempie zolwia po wylewie. na poltora dnia stracilam glos calkowicie z powodu laczonego. zimne powietrze, koncert inauguracyjny nowego albumu, latajace w cieplym powietrzy na scenie bakterie, wyjscie na fajke na mrozace powietrze, no i w ogole. w kazdym razie duzo duzo medykamentow zabralo mi wypowiedzenie calego zdania. i jeszcze w dodatku nic mi sie nie chcialo ogladac. nic. ale za to, tak sobie siedzac, obejrzalam kilka tutoriali o rysowaniu na komputerze. skonstatowalam, ze moj program jest fafnascie tysiecy razy gorszy niz te, ktorych tam uzywaja, po czym sie zabralam za bazgranie ze zdjecia na facebooku. i to wyszlo o:

Shazz


z cyklu “wstydliwe wyznania”

u mine to jest tak, ze ja to mialam byc aktorka. i to swietna. taka slawna i bogata, wiecie. codzienne wracanie przez cale miasto  piechota a potem na osiedle autobusem  ze szkoly umilalam sobie niejednokrotnie w duchu odgrywajac postac “Malej Ksiezniczki” co to glodna jest ale dumna i mimo podartych ciuchow prze do domu (bylo to nieco trudnawe z moja obloscia, ale jak wiadomo aktor im ma ciezej tym ma lepiej), popatrywalam dumnym i glodnym okiem na sprzedawcow frytek z budek i mialam im za zle, ze nie maja boba w sercu i nie nakarmia biednej dziewczynki. innymi razami natomiast bylam  dziewczynka-robotem, ktora to miala za lewym uchem ukryty guziczek, w ktorym przelaczalo sie z dziewczynka-mode na robot-mode. nie wiem dlaczego niby sie mialo przelaczac, moze baterie na dziewczynka-mode szybciej schodzily? w kazdym razie sobie szlam i nagle przelaczalam i potem juz szlam bardziej po robociemu, nie zeby typowo breakdance’owo ale na nieco sztywniejszych konczynach, szyja skrecala mi sie w strone witryn (przechodzilam kolo dwoch Pewexow, potwornosc) nieco wolniej i z cichym bzyczeniem. patrzac z perspektywy, wydaje mi sie, ze zdecydowanie filmem, ktory na mnie wywarl duze wrazenie w tym czasie byl Robocop. i ksiazki o przemianach losu.

do dzisiaj zostalo mi natomiast to, ze najczesciej prowadzac samochod odgrywam sobie rozne scenki z dialogiem na glos wlacznie. bylo to mega pomocne, gdy uczylam sie jezykow, bo odgrywalam dialogi, ktore w zyciu nie mialyby miejsca i szukalam do nich slownictwa napredce. czesto odgrywalam sobie na przyklad rozmowy o prace, zanim do nich doszlo, klotnie z kimsiami, zeby przygotowac zawczasu argumenty na potencjalne sytuacje.

dzisiaj w drodze z mszy chorowej zobaczylam na poboczu drogi zawiniatko, ktore przy dobrych wiatrach i zlych okularach mozna by uznac za podobne do niemowlecia. po czym przez najblizsze 10 minut odchodzila w mojej glowie (i kabinie auta) scenka z ladowaniem dzieciecia na fotel, obwijaniem szmatami, wiezieniem do szpitala, dialog z pielegniarkami, potem z policja i social services.

i niech mi ktos powie, ze kobiecie jak dorasta do mania dzieci nie robi sie kuku :)

a w ogole mam deja vu i pelne przekonanie, ze tego posta (bez wstawki o niemowleciu) juz kiedys pisalam.


Happy Halloween

z okazji ze mieszkamy na koncu swiata, a wszystkie znane mi imprezy odbywaja sie na drugim koncu swiata, to siedzimy sobie dzisiaj w domu. z tej okazji mamy w planach tradycyjnie Halloweenowo – The Crow film, oraz Hangover. tez film. albowiem nie pijemy nic wyskokowego.

a dzisiaj bylismy na spacerze w pieknym miejscu zaraziutek przy kominach Dublinskich i w drodze do latarni morskiej, ale niestety w polowie drogi zaczelo kropic, a jak wrocilismy do samochodu to lunelo tak, ze wycieraczki Nubci nie mogly nadazyc. dobrze, ze ta krowa sie szybko nagrzewa i przedmuchuje bo bysmy sie poprzeziebiali jak nic. Mru ma pewnie z tej okazji kilka ladnych zdjec (ja zapomnialam aparatu, wyszlismy z wprawy w pakowaniu sie na advenczury) oraz filmik z drogi do i padania, a ja mam tylko evil pumpkin, ktora sama temi recami wydlubalam (a potem oddalam Mruowi zeby PORZADNIE wydlubal flaki) i wycielam. i nawet oczko sie nie polamalo. a potem, jak juz Dyniora obfocilam, to go Mru wzial i pocial! podlec! se zrobi obrzydliwa dynie w occie jakas z Dyniora. ale mam obiecane ze w przyszlym roku wyflaczy mi wiecej pumpkinow i bede mogla zrobic cala rodzine Dyniorow!!!Pan Dynior


nowy tablet

wczoraj przyszedl nowiutki tablet wielki jak taca na jedzenie. po to, zebym mogla rysowac, designowac i wspomagac nasze dwie firemki  swoim “talentem” mazajczym. no to tu sa proby o:


a juz mysleliscie, ze nie bedzie wpisow? HAHA!

alez sie pozmienialo, moi panstwo.

w ostatnich miesiacach moj zwiazek z Mruem przypominal granie w “cieplo-zimno” z eskimosem. ja naprowadzalam na “cieplo” a on z uporem godnym lepszej sprawy przez wiatry i zamiecie podazal w strone “zimno”. i tak sie rozchodzilismy powolutku, nieswiadomie, na paluszkach. ja pracowalam po raz kolejny duzo wiecej niz powinnam, zasypiajac na fotelu, w samochodzie, gdzie badz. Mru, wedlug mnie nie robil wystarczajaco duzo, zeby mnie odciazyc. owszem, zajmowal sie domem i szukal pracy, ale jak dla mnie bylo to smutne minimum tego, czego oczekiwalabym od swojego partnera. z mojej przeszlosci pamietam, jak moi rodzice dawali z siebie wszystko i jeszcze wiecej, zeby do czegos dojsc, zeby gdzies wyjechac, cos kupic, zebym ja miala czym zaplacic za kolejne lekcje tenisa, tanca, etc. a tu naraz mam przestac wypruwac sobie zyly i slizgac sie po  dnie mozliwosci? o nie. za silny mam w glowie obraz faceta, ktory bez marudzenia i z usmiechem na ustach zongluje etatami, jesli trzeba – sprzata kible i pracuje na budowie, zeby wyjsc na prosta. tak jak ja bym. nadal nie mialabym zadnych oporow (poza fizycznymi), zeby sprzatac ludziom domy, czyscic kible czy robic kanapki. bo to jest to, co sie robi, zeby stworzyc swojej rodzinie to, co najlepszego mozna stworzyc.

rodzinie. no wlasnie, pozostala kwestia kto ta rodzina ma byc. ze trzeba pewne sprawy powyjasniac i zdeklarowac, poniewaz tu, gdzie jestesmy, nie jest “spot of joy” i trzeba sie z niego ruszyc. i mozna wybrac, z kim pod reke i w ktora strone.

zaproponowalam sprawdzenie, czy nas nie ma w innych, osobnych pokojach. czy nie bedzie nam lepiej bez tego wzajemnego hamowania sie, bez planowania bez pokrycia, bez zycia obok siebie a nie ze soba.

i co?

i juz nie mam chlopaka.

teraz mam narzeczonego :)

w ciagu kilku tygodni, jesli nie dni, Mru zamienil sie z chlopca w mezczyzne, ktory niebezpiecznie szybko dazy do idealu i ja probuje za nim nadazyc. stal sie dokladnie tym, kim sobie wyobrazalam, ze jest, kiedy ponad 4 lata temu tracal rozjechane truchlo golebia glanem, zeby sie ulozylo jak godlo Polski, hehe :), kiedy ciemne ulice sie go baly i byl duzy i silny. a ja moglam sobie byc malutka, nieporadna i slaba, dla odmiany.

no i tak teraz sobie mam.

i mam w dodatku najpiekniejszy (prawie) pierscionek swiata. dlaczego prawie? humpf. no wiec tak. gdyby Mru byl exhibicjonistycznym zwierzeciem, to by wam napisal, jak to byly problemy z zamowieniem/wysylka pierscionka. ale nie napisze, wiec ja tylko dodam, ze ponoc byly. no i jak juz przyszedl i sie mu przyjrzalam, to nie byl do konca taki, jakiego go sobie obslinilam wirtualnie 2 lata temu (tak. tyle w nowoczesnym swiecie czeka na oswiadczyny kobieta, ktora zapewnila swojemu mezczyznie poczucie bezpieczenstwa :) (a w glowie leci “if you like it then you shouldda put a ring on it woo hoo hoo”)). drobne roznice we wzorku i wykonaniu, ale jednak. napisalam o tym oczywiscie jak rasowa bridezilla panom ze stronki a ci zachowali sie jak prawdziwi gentlemani. nie dosc, ze przeprosili szeroko i szczerze, to jeszcze zaproponowali, ze mi zrobia od podstaw na specjalne zamowienie dokladnie taki pierscionek jak ten na stronie (bo ponoc producent zmienil nieznacznie design bez poinformowania ich i bez przeslania nowych fotek wyrobu). i dodatkowo przyznali, ze tamten poprzedni tez im sie bardziej podobal.

wiec Mru bedzie mial okazje oswiadczyc mi sie jeszcze raz, z drugim pierscionkiem w lapie. teraz juz z pewnoscia, ze go przyjme.

skonczyl mi sie pare dni temu kontrakt z Microsoftem. nie przedluzalam. nie mam sily. utylam. musze miec te pare godzin wolnego, zeby isc na silownie, pomyslec nad nowymi ofertami i rozszerzaniem zakresu uslug w moim Voice Studio i juz wspolnym z Mruem Wedding Centre. dzisiaj natomiast siedze caly dzien w domu, nie zamierzam sie nawet ubierac.

wiecej bedzie, jak mi sie przyponi. nadal najlepszym sposobem, zeby byc ze mna na biezaco dla polskojezycznych jest www.blip.pl a dla anglojezycznych – facebook.

z powazaniem – Mrurzeczona.