kiedys, dawno dawno temu, wspolspaczka domowa byla wdzieczna za cos tam. w ramach okazania wdziecznosci nabyla dla mnie sliczne recznie cokolwiek-sie-z-nim-robi mydelko. z fantastycznego sklepu Lush. o TO mydelko. ciemniejsze ono jest tak naprawde. pachnie mietowo. nie dostalam mydelka waniliowego, ani czarnego, ani czerwonego, ani niebieskiego tylko to. pachnace mieta (ja nawet paste do zebow mam jesli sie tylko da jakas tropikalna niemietowa, za to totalnego swira na punkcie zapachow karmelowych, czekoladowych, waniliowych).
bardzo mily gest to byl i kolezanka warta posiadania mietowego mydelka jest rowniez, wiec zaczelam je posiadac. poniewaz wtedy dzielilam domostwo i lazienki z mnostwem innych zupelnie-nie-doceniajacych samcow, to mydelko sobie grzecznie lezalo w pokoju moim i przypominalo, ze jest i ze czeka. w koncu sie doczekalo. dostalo wlasna lazienke, w ktorej lezalo bardzo na widoku w celu zostania zuzytym. bo powiedzmy sobie szczerze, mydelko nie przemawia do mnie niczym, poza faktem, ze dostalam je od fajnej lasi. no wiec wystawione na widok gosci czekalo, az ktos sie zlituje, zakocha i zamydli sie nim w calosci badz jeszcze lepiej - podle ukradnie azeby posiadac! jakims cudem udalo mi sie sila woli zmniejszyc je do rozmiaru, przy ktorym moglam juz bez poczucia winy wywalic mydelko przy przeprowadzce do obecnego domu.
do czego z tym wszystkim zmierzam? ano dzien kobiet byl w sobote nie? po wielokrotnych srednio delikatnych nagabywaniach bylam prawie pewna, ze bede czczona. nie wiedzialam, czy to bedzie laurka, kwiaty czy prezent wstydliwie schowany pod poduszka. wrocilam sobie do domu po spiewach i dostalam. za swoje. poza pysznymi dwukolorowymi ciachami do wanny i wielkimi rozowymi bombami z ukrytym kfiatushkiem z gabczastego czegos, co robi ze skory aksamit (dzisiaj wyprobowane), na poleczce w lazience czekalo na mnie… tak. zielone. mietowe. kurwa. mydelko. wielkosci ceglowki.
PS. dopiero przy okazji wieczornych ablucji udalo mi sie dowiedziec co, na Anoie, boginie Rzeczy Blokujacych Otwieranie Szuflad kierowalo moim mezczyzna przy nabywaniu tegoz.
This entry was posted on Monday, March 10th, 2008 at 1:54 and is filed under private. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. RSS 2.0. You can leave a response, or trackback from your own site.
10.03.2008 at 6:40
JA przyjmę chętnie. Ja kofffam fffszystko miętowe. ;-)
10.03.2008 at 9:08
przekaze pomysl Valwitu. jak sie nie nasrozy, to moze normalnie… nie masz jakichs urodzin niedlugo albo cos? sam fakt posiadania kotowstwa moze nie wystarczyc :)
10.03.2008 at 9:24
no ale CO nim kierowało?
10.03.2008 at 9:29
sam opowie, daj sie chlopu wyspac :)
10.03.2008 at 9:45
No proszę. Chwilę nie czytuję bloga i już przeprowadzka.
To ja tylko napiszę, że ja jednak czytam :)_
I gratuluje nowego… Mydełka ;)_
12.03.2008 at 2:31
[…] wersja jest tu. Moja część historii jest ciut mniej skomplikowana: Odwiedzając Boską po raz pierwszy, […]
12.03.2008 at 9:31
wooooo to chyba najdluzszy wpis w historii Valwita… i taki sliczny. musze czesciej zasypiac na kanapie w charakterze muzy nieozywionej :)
12.03.2008 at 13:06
miętowe fuj! za darmo bym nie chciała, więc raczej ode mnie pomocy w pozbyciu się go nie spodziewaj się :)
15.04.2008 at 19:18
Pomogłam! ;-)
PS. Wódka w Szczecinie będzie się chłodzić na okoliczność pobuty Onej u nas ;-)