MagDee’s World


Sztuka miecha!

zrobilam sztuke. Urodzila sie podczas opowiesci Mrua o dniu pracy, ale zaplodnienie nastapilo w czasie jazdy samochodem, jak zobaczylam zabawnie oswietlony kosz na smieci.

Bruscar

02.05.2009 by MagDee

Wielkanoc

w tym roku zupelnie, mimo czasu i wstepnego planu, nie chcialo mi sie sprzatac, ani odswietowywac. jedyne, co zrobilismy to nabylismy komplet (HAHAHAHAH chuja tam komplet, ale o tym to mam wnukom opowiadac, a nie czytaczom, dosc rzec, ze krzeselka sa biale a stol jest granatowy) ogrodowy z krzeselek co to im sie oparcia rozklapuja do tylu na zyczenie i stolika, co to przy nim mozna jesc. mysle, ze im dalej w cieple lato tym czesciej bede pracowac z ogrodu via laptop, a nie z domu. moze wreszcie znowu sie opale, pierwszy raz chyba od wybycia z ojczyzny.

za to poniewaz dostalam sliczny multitool do borowania wygladzania i takich tam malych robotek, do uzycia przy modelinie, gipsie i  w czym tam mi sie zechce babrac, to zrobilam te no. pisanki. Mruowi sie podobaja, a jak tak obserwowal czujnie moja nowiutka bormaszyne, to mysle, ze sie cieszy, ze jajka borowane byly kurze, a nie Mruowe :)

Muminek negatywny

Solange pozytywna

Garfield pozytywny

Garfield negatywny

a poniewaz czasy nie sa przyjazne kobietom, ktore leza i przyjemnie pachna li i jedynie, to rozszerzylam swoj serwis uczenia, bede probowac trenowac wokale przez Skype tez, wiec jesli ktos z innych zakatkow swiata chcialby popracowac nad wokalem to zapraszam na http://voicestudio.info

12.04.2009 by MagDee

stwierdzam iz

jestem stara, gruba, brzydka, nudna i leniwa i mam na to nowe dowody!

znowu nie poszlam z chorem na drinczki i piweczka do knajpy po odspiewaniu palmowej mszy. znalazlam sobie tysiac wymowek, wymienilam dwie i wsiadlam w samochod.

niby marudze, ze potrzebuje znajomych, pogadac, najlepiej z jakimis babami, nad butelka wina na bujaczce w ogrodku, albo w knajpie przy piwku, a jak juz mi sie na tacy poda mozliwosc taka to szybko sobie przypominam, ze mieszkam na koncu swiata, ze Mru na pewno placze w samotnosci a koty z tesknoty szczaja na moje ciuchy. moze w duchu sie obawiam, ze to nie bedzie to. ze to nie te baby i nie to wino, sama kurna nie wiem.

jedna z niedogodnosci mieszkania za granicami kraju jest to, ze nie mam tu kumpli z przeszlosci. w sensie takich, co to sie z nimi jeszcze do liceum chodzilo, co to ocierali me lzy i trzymali wlosy jak rzygalam po wypiciu przerazajacej ilosci alkoholu. z “nowymi” ludzmi to jest tak, ze jakkolwiek bardzo przyjemnie czas sie spedza, to rozmowy nigdy nie beda tak glebokie/tworcze/abstrakcyjne/zabawne jak z takimi, ktorymi sie jeszcze kozy pasalo za mlodu.

ja wiem, ze byc moze za kilka/kilkanascie lat ci nowi znajomi maja szanse znac mnie w podobnym stopniu, jak tamci z przeszlosci. ale jakos wole, kiedy ludzie znaja mnie jako Boska, ktora IRCowym amebom kwieciscie i z wyraznym smacznym mlasnieciem odgryzala glowy, grala muzyke w knajpach i sprzedawala worki sarkazmu zza baru w ukochanym pubie. chce moc znac swoich przyjaciol/kumpli/znajomych z czasow, gdy sie siadywalo w kuchniach przy okrytych zielono-biala, powypalana papierosami cerata stolikach, popijalo cokolwiek bylo do popijania, palilo mnostwo papierosow i utwierdzalo sie nawzajem w swojej niepowtarzalnosci, genialnosci. od czasu do czasu smyralo sie za uszkiem czyjes ego, bo czemu nie. scieralo sie swoje swiatopoglady i opinie w goracych dyskusjach. zapladnialo sie nawzajem z pasja ksiazkami, filmami, muzyka.
im starsza jestem, tym ostrozniejsza w rozmowach z ludzmi nowopoznanymi. tym rzadziej niepytana wyrazam swoje opinie, tym mniej pasjonacko dyskutuje na interesujace mnie tematy, tym czesciej wzruszam ramionami i przechodze plynnie do rozmowy o pogodzie.

chcialabym, zeby mi sie bardziej chcialo macac, poznawac, zaciesniac wiezy. doprowadzic do tego, ze jak mam taka potworna ochote jak ostatnio, zeby wziac kilka butelek wina i paczek fajek i pojechac do kogos, spedzic z nim/nia/nimi cala noc i rano na kacu wracac do siebie z glowa pelna nowych mysli. chcialabym miec gwarancje, ze jesli juz w kogos zainwestuje taka uwage i zmusze sie do chcenia to efekt bedzie zadowalajacy, ze nie okaze sie, ze w naszym wieku to naprawde opowiada sie sobie tylko o podatkach, pracy i pogodzie.

Irlandia jest taka wlasnie. bardzo mila, ale tez przez to plytka. ludzie nawzajem mowia sobie mile rzeczy, zachecaja do wszystkiego, co czlowiek ma w planach (”mysle o tym, zeby otworzyc biznes, sprzedawac zestawy erotycznej bielizny dla niemowlat. – ooo super, fantastyczny pomysl, cos zupelnie nowego. mam nadzieje, ze ci sie uda!”). co najgorsze, oni naprawde w wiekszosci tak uwazaja, wiec nawet nie mozna zwalic na sarkazm ani zla wole. przez to, ze wszystko jest za lekko rozowa mgielka to czlowiek ma polowe emocji, do ktorych jest przyzwyczajony. jak tak teraz na to patrze, to sama nie wiem, czy lepiej tak sobie bezpiecznie i za mgla, czy intensywnie i ze spora doza cierpienia, po polsku. mysle, ze urodzone i wychowane tu polskie dzieci beda mialy juz latwiej, mnie jest roznie.

wydaje mi sie, ze powinnam przy najblizszej okazji taniobiletowej wybrac sie do Polski, do Aliny, do Gotyku, do wysokiego poziomu abstrakcji i do mnie samej sprzed okresu bycia mialka nudziara.

tak, ponadto mam pmsa.

06.04.2009 by MagDee

kama kama kama kama kama kameeleeeoooon

z moim pisaniem bloga jest tak jak z moim spiewaniem, gustem.

nie jestem tworca. nie potrafie pisac piosenek, nie potrafie pokazac paluszkiem mojego stylu pisania, nie umiem spojrzec na spodnice i bluzke i powiedziec, ze beda dobrze razem wygladaly.

ja sobie biore, wchlaniam, macam, obracam, po czym przemodelowywuje na wlasne potrzeby, oswajam, przyszywam metke i sprzedaje jako swoje.

mysle, ze z wiekiem przestaje sie tego wstydzic troszke, wiec moge o tym napisac. tym bardziej, ze ucze sie z tego korzystac, z faktu, ze niezle odtwarzam i analizuje jeszcze dodatkowo. konkretnie chodzi  o to, ze pracuje jako nauczyciel spiewu. slucham wiec tych swoich uczniow, poprawiam, ugladzam to co oni tworza, przy okazji dobieram sobie cos do wlasnej palety tych no, srodkow wyrazu, przemodelowywuje i klepie po pupci, bo moje.

takoz z pisaniem bloga. w ogole do dokonania wpisu na blogu najczesciej motywuje mnie czytanie czyjegos bloga (pomijam tu wpisy, ktore po prostu opisuja ostatnie wydarzenia dla tych, ktorzy mnie na codzien nie widza). zauwazam u siebie takze, ze czytajac cudze wpisy zaczynam formulowac wlasne potencjalne wypociny, ktore sa przedluzeniem/wariacja na temat stylu, ktory czytam.

podobnie jest z filmami, ksiazkami. kameleonie sobie na temat postaci z ksiazek (z najwieksza przyjemnoscia odgrywam Granny Weatherwax, czasami Nanny Ogg, Magrat z bardzo rzadka), z filmow (tu jest mi gorzej przywolac konkretne postaci), buduje na nich dosc tymczasowa osobowosc, do czasu az mi sie znudzi albo obejrze/przeczytam cos, co bardziej do mnie przemawia. ciekawe, czy gdybym calkiem przestala odgrywac innych ludzi to co? bylabym totalnie beztwarzowa i zniknieta? nudna do potegi? wiem, ze te postaci sa na pewno  czescia mnie. nie przybieram postawy calej postaci,  tylko wyciagam to co jest mi bliskie/imponuje mi.

udawanie mam zreszta w sobie od dziecinstwa. droge na autobus ze szkoly podstawowej do domu urozmaicalam sobie najczesciej odgrywajac  w srodku role bezdomnego glodnego dziewczatka (tak, czytalam namietnie Mala Ksiezniczke wtedy), sprawdzajac w mijanych szybach wystawowych czy wygladam odpowiednio zalosnie i czy mam wystarczajaco sarnie oczeta, czasami bylam tez skomplikowanym czlowieko-robotem, ktory mial przelacznik za uchem (po dotknieciu sie tam zaczynalam sie ruszac kanciasto i poburkiwac na pare krokow, potem znowu dotkniecie i powrot do “ludzkiej” postaci, w autobusie na przyklad zdarzalo mi sie w dzikim tlumie udawac, ze zaraz zemdleje (tak naprawde to nie bardzo wiedzialam, jak sie wtedy wyglada i zachowuje, wiec musialam byc uber przekonywujaca, ale co tam). efekt nigdy nie mial zadnego znaczenia, czy kogos “wkrece”, wystarczalo mi, ze sobie wyobrazalam, ze ludzie sobie mysla ze oj biedna glodna dziewczynka ale jaka dzielna i chodzi do szkoly. eeeh, fajne czasy :)

dzisiejszy wpis sponsoruje blog Cloudy, ktorego zaczelam sobie czytac i bezwiednie z poczatku formulowac wlasne mysli na jej modle. a to, ze ona uwaza, ze nie umie pisac zupelnie mnie nie pociesza :)

rozwazam rozwiniecie tego bloga mojego w cos , co poza kalendarium wybrykow moich kotow i kontuzji moich kolan bedzie zawieralo jakies sobie takie niezbowiazujace przemyslenia. mysle, ze powinnam obejrzec kilka niezobowiazujacych, lekkich filmow w tym celu :)

03.04.2009 by MagDee

i jak zwykle wszystko naraz

po kolei. waga wrocila do pierwotnej. jednak bez wysilku (gdy sie czlowiek przywiaze do fotela na pare miesiecy) ciezko jest schudnac. dlatego tez wydlubalam WiiFit spod stolika i zaczelam robic formy jogi i kilka cwiczen na rownowage. kilka cwiczen moge robic, reszta jest mocno nieprawidlowa, wyglada to tak, jakby moj mozg mial niewielki wplyw na to, co miesnie mojej prawej nogi robia. lewa noga dziala jak zwykle, sama z siebie. prawa za to sobie drga, nie dziala, dziala, zaciska, odciska, cuda na kiju normalnie. ale nie bede robila sobie usprawiedliwienia z oczekujacej operacji, nie powiesze mojego zycia na kolku, bo jak znam to zycie, to operacja moze byc, moze nie byc, ilosc miesiecy rekonwalescenji moze byc wieksza lub mniejsza, ale cokolwiek zrobie w kierunku polepszenia teraz, tym mniej bede musiala potem zrobic.

biznesowo wyglada to lepiej, niz mi sie wydawalo, ze bedzie. nadal lubie to, co robie i ciesze sie, ze ze wsparciem Mrua i reszty rodziny zdecydowalam sie opuscic biuro. oczywiscie, jak tylko sie bedzie dzialo to ja bardzo chetnie na krotkie kontrakty albo pol etatu, trzeba gromadzic pieniadze, a w zasadzie zasklepiac finansowe dziury, wyjsc na prosta a potem pakowac wszystkie banknoty w materac na czarna godzine.

zaczelam tez wiecej nagrywac, jak ktos chce posluchac to mnie znajdzie i poprosi, albo komenta zostawi.

Tata czeka na operacje kregoslupa, do czasu az nie bede wiedziala na 100% ze wszystko sie udalo i ze wszystko bedzie dobrze, to bede odrobine drazliwa i niespokojna. muzyka pomaga  wtedy bardzo.

z kocich nowosci – zrobilismy z Mruem pierwsze kroki w kierunku zabezpieczenia ogrodu, zeby koty mogly w nim wygrzewac wlochate dupska. a tak naprawde to po to, zebysmy my mogli otwierac drzwi na ogrod i korzystac ze slonca i grilla kiedy nam sie bedzie chcialo. wietrzyc dom slonecznym powietrzem pachnacym maciejka.

10.03.2009 by MagDee